40 lat minęło...

Zaproszenia i relacje z wyjazdów górskich, wysokogórskich i etnograficznych. Platforma kontaktowa dla ofert adrenalinka.pl

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 8 października 2018, o 21:17

A tu wspomnienia, dygresje i inne takie...
http://africatwin.pl/showthread.php?t=32523

Niewiarygodna ekipa... Żadnej, poważniejszej kłótni, praktycznie żadnej, poza zwykłymi trelami... Żadnej sytuacji "krytycznej"... Każdy problem po drodze jednoczył, nie dzielił... Ideał - przekraczanie Zurazaminu. Pieruńskie wyzwanie dla psychy dla dwóch członków ekipy. Trudny egzamin zdany na 5-tkę.
Ech...
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje
Elwood
 
Posty: 28
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 28 października 2018, o 18:24

Z Dżigartal lata się np. helikopterem pod Pik Komunizma. Lotnisko, jak lotnisko.
- Szukamy placu na kimę.
Parkujcie na płycie.
- Na lotnisku?
Dzisiaj nikt nie lata. Nie ma prabliema!
Zdaje się, że wszystko na trzeźwo, co wzbudza pewien niesmak ale... cha, cha:D
Jakoś nie mamy szczęścia do pedalskich wycieczek.

https://www.youtube.com/watch?v=PO_QtfMnWfk
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje
Elwood
 
Posty: 28
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 28 października 2018, o 18:26

Z Dziennika Wąskiego.

Szukasz przygody?
El wpajał mi to 10-tki razy... Zabieraj ludzi na stopa.
Gdzieś między Samarą a Penzą, mija druga w nocy. Już dwa razy wyłamałem się z zasady. Pierwszym był jakiś młodzian, drugim starzec... Jestem zmęczony, mam 21 lat, studiuję astronomię... Nie umiem... No dobra! Jak się teraz ktoś pojawi, to... Stoi jakaś kobiecina z siatami, z chustą na głowie i macha.

Normalnie bym stanął i poszedł w kimę ale teraz nie wypada. Jezuuu! Blisko trzecia nad ranem i stop z babą... Niech tam. Załatwię to w try miga, niech El, wie, że ten... tego, itd. k***a mać!

Podwiezie mnie pan 20km?
- Proszę, siada pani!
Boszzz, tylko miejsce muszę zrobić... Na siedzeniu pasażera armagedon, w nogach także... I jeszcze dwa arbuzy... Arbuzy jak telewizory - z Fergany. Też El kazał kupić i wieźć do Polski, no to wiozę. Kurde! Jeszcze wiadro z przyprawami... Siada pani!

Lekko siąpi. Ciemno. Nie potrafię określić wieku kobiety ale głos jakiś taki ciepły.
- Pan z zagranicy?
A tak. Z Polski. Z Tadżykistanu jadę, do domu już.
- To pan podróżnik?
Nie powiedziała - turysta. Powiedziała - podróżnik.
Pewnie dlatego, że wyglądam jak siedem nieszczęść.

Proszę tu mnie wysadzić i wskazuje wielkie nic.
- Tu, to znaczy?
Tutaj. Z drogi mam jeszcze 5km do wioski. Dziękuję bardzo!
- A gdzie tam! Pada przecież, poza tym... Mówi pani gdzie - podwiozę.
Nie trzeba, naprawdę!
- Proszę pozwolić!

Golf pływa mi po drodze w błocie po kostki albo i gorzej. Jadę w skupieniu, by nie stanąć, bo z jednej strony wstyd a z drugiej czarna dupa. Nie idzie zagaić. Kobita pracuje w barze. 14h dziennie ale nie narzeka. Bo co ma robić...?
Taa...
Pojawiają się jakieś mikre światła, zaczynają ujadać psy. Pomagam wysiąść kobiecie i nagle pytam ni stąd ni zowąd.
- A pałatkę u was w ogrodzie postawić mogę?
A zaczemu pałtatkę?
- No..., bo zmęczony jestem i po prostu bym się tu rozbił na nocleg. Niekoniecznie u was. Byle gdzie.
Ale zachodzicie do domu! Miejsca dostatek. Starszy syn w wojsku, młodszy w internacie. Miejsca wystarczy.
- ,Nie, nie... Nie chcę robić problemu!
Ależ to żaden problem! Zachodźcie!

Wchodzimy do ciepłego domu. Klasyk, z sienią. Prosto do kuchni. Wiera zapala światło, zdejmuje chustę i widzę... piękną kobietę! Sprawnie rozpala ogień pod kuchnią i uśmiecha się do mnie.

Po kolacji pijemy czaj z prawdziwego samowaru. Kipiatok wrze na węglu, na górze czajniczek z naparem z czarnej, aromatyzowanej kwiatem róży herbaty. Do tego łyżeczka cukru... Magia...

Wiera ma 36 lat. Pierwszego syna urodziła mając lat 16. Drugiego cztery lata później. Mąż - pijak, zginął w wypadku drogowym, który sam spowodował, kiedy młodszy syn miał 5 lat...
Wygląda na moją rówieśniczkę...

Przeciągam rozmowę, ile mogę... Jestem tą kobietą zauroczony. Ona też nie lgnie się do łóżka. W końcu jednak wstaje i szykuje czystą pościel dla mnie.
Jutro sobota. Wiera ma wolne ale ja muszę jechać. W poniedziałek mam poprawkowy egzamin w Warszawie. Tam muszę... Nic nie muszę!

Łapię Wierę odruchowo za dłoń, że niby poduszkę chciałem... Potem dotykam ust...

Wiera budzi mnie o 6-stej. Przyciągam ją do siebie. Chcę z nią tak trwać bez końca. Poddaje się szepcząc do ucha.
- Cymek... Ale ja nie jestem taka...
Cicho kochana... Cicho. Nie mów nic.

Pije kawę i patrzę na Wierę. Czuję się, jakbym z nią przeżył pół życia.
I tak wiem, że przeciekło mi ono przez palce strumieniem. Taka konkluzja najmłodszego uczestnika tej wspaniałej wyrypy!
Dalej nie jestem pewien, co mam w tym życiu robić, ale już wiem, czego nie powinienem.

------
Jak bez konsekwencji uniknąć egzaminu?
Korzystać z doświadczenia innych. Te zaprowadziło mnie dzisiaj rano - prosto z pociągu niemal, do poczekalni w przychodni lekarskiej.
Argument mam mocny... Sraczka!
Jesteście już chyba po śniadaniu, to mogę o tym wspomnieć a nawet powinienem.

Towarzyszyła mi ta "kobieta" przez całe cztery tygodnie. Romans zakwitł z chwilą przekroczenia uzbeckiej granicy. Nie, żebym coś tam zjadł, bardziej z ekscytacji. Dotąd te granice (wschodnie) znałem li tylko z cudzych relacji. W życiu czegoś podobnego nie doświadczyłem...
Jestem po prostu idealnym produktem nowoczesnej cywilizacji. Zrozumiałem to później, ulegając indoktrynacji głównego szafiora ekspedycji - inżyniera Fazika, z którym namiętne i długie spory toczył El.

Wtedy, wydawały mi się one jałowe, bo przecież "nic nie jesteśmy wstanie zrobić". Bo zresztą po co? Przecież komfort życia już dawno został zdefiniowany. Skoro nie jesteś wstanie nic w życiu zmienić, zmień ubranie, telewizor, samochód... Zrób tylko jeden, malutki krok... Weź na życie kredyt.

Siedzę w tej przychodni pośród samych starszych ludzi, żyjących ze skromnej emerytury, która nie starcza na życie ale idealnie starcza na leki. To jest właśnie spłata życiowego kredytu. Zapłata za cudzy komfort.
W Tadżykistanie, w wysokich górach - widziałem takich staruszków cieszących się życiem, do tego ciężko pracujących. Podczas krótkiego, intensywnego w pracę lata wypracowują sobie czas wolny zimą. Powoli zaczynam rozumieć ten proces...

Moje życie wydawało mi się poukładane, do póki nie przyszła ONA. SRACZKA.
Zafundowała mi bezpłatnie cywilizacyjny detoks. Spowiedź ciała. Możesz jej uniknąć naturalnie... Zachowaj cywilizacyjny rygor. Myj ręce, jedz "z paczki" i broń cie Panie unikaj kontaktów z ludźmi. To znaczy porozmawiać jak najbardziej ale nie, żeby skorzystać z oferty noclegu np... W tych materacach i pledach czają się już na ciebie pluskwy, karaczany i pospolite pchły.
Po kontakcie z nimi twoje ramiona wyglądają jak po 10-cio letnim braniu maku.

Już Bronisław Grąbczewski pisał, że w życiu nie skorzysta z noclegu w kirgiskiej jurcie - rojącej się od wszy.
A właśnie... Bronisław Grąbczewski...
Kiedy pisałem do El`a, że chciałbym itd. odpowiedź jego była krótka. Lista jest definitywnie zamknięta. Nie pomogły rekomendacje Bartka z harcerstwa (o czym mnie zresztą Bartek uprzedzał). Wiedziałem tylko, że lista kierowców skurczyła się do granicy limitu, zwłaszcza, kiedy El zdecydował się ruszyć Golfem. Była taka malutka nadzieja... ale iskra zgasła przy pierwszym podmuchu.

Cóż... Odpisałem cytatem:
"Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział:
stary czy masz czas.
Poszukuję do załogi,
jakąś nową twarz..."

No i... stał się cud!
Odpowiedź była krótka ale konkretna.
Warunek 1.
Masz 5 dni na załatwienie ruskiej wizy. Bartek może ci pomóc. Resztę wiz załatwisz "w drodze". Ta pierwsza warunkiem sine qua non.
Warunek 2.
Na blachę kujesz pamirską część "Podróży po Azji Środkowej" Bronisława Grąbczewskiego i CAŁE "Podróże nieodkryte" zespołu Adama Pleskaczyńskiego, które podsyłam w pdf-ie.
Warunek 3.
Zgoda Ryby Karpia - kierownika sportowego ekspedycji.

Dzisiaj wiem, że warunek 3 nie został spełniony. Kto ostatecznie przekonał Małego Wielkiego Człowieka nie wiem ale się domyślam.
Warunek 1 traktowałem jako żart ale szybko wybił mi to z głowy Bartek:
- Uwierz mi, że to nie ściema. El ma bzika na tym punkcie i nie powiem... Ja też zaczynam.

Kiedy ekipa dojeżdżała do granicy litewskiej ja dopiero odbierałem paszport w Wwie... Byłem zrozpaczony.
Bez zgody starego wsiadłem w jego służbowego Forda i ruszyłem "na wschód".
Wtedy stał się drugi cud. Ekipa... zawróciła! W Golfie współpracy odmówiły hamulce, w konsekwencji wysypały łożyska przednich piast.
Stanęli na kilka godzin u pana Sławka w Lipniku, który bezpłatnie udostępnił podnośniki całe zaplecze warsztatowe.

Tamże poznałem wszystkich uczestników ekspedycji.
Bartek spał na kupie żwiru. Fazik w kombinezonie wprasowywał drugie łożysko, El i Karpiu wykonywali jego polecenia. Cichy z Maurycym kibicowali pijąc podlaski likier.
W tym momencie opóźnienie wyprawy wynosiło równo trzy doby. Mój niewymowny fart ale ciśnienie rosło, bo dwa dni później w Duszanbe lądować miał Alik, drugi stryjeczny prawnuk Bronisława Grąbczewskiego a przed nami 5000km!

Mój pierwszy kontakt z El`em.
Dzień dobry, to ja jestem Cymek Wąski, melduję gotowość do wyprawy.
-Tak? Co wiesz o uroczysku Kulika?
Eee... Jezuu!!! Więc jednak... Staram sobie przypomnieć ale mi nawet nie dzwoni w uchu...
- No?
Zaraz sprawdzę! Zabrałem książkę (całe szczęście!!) a Podróże nieodkryte wgrałem na tableta szefie!

Z kierownikiem Karpiem piłka również była krótka.
- Jesteś kierowcą i twoim obowiązkiem jest trzymać formę, by dowieźć grupę trekkingową w optymalnej formie w góry. Tak się prowadzisz, by być zdolnym prowadzić Lublina min. 12-16h na dobę. Ja tu jestem od spożywania alkoholu, no...
W górach sobie odpoczniesz...

Trzymajcie kciuki. Wchodzę do lekarza!
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje
Elwood
 
Posty: 28
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 15 listopada 2018, o 19:42

Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje
Elwood
 
Posty: 28
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 19 listopada 2018, o 16:48

Panorama na jezioro Karakul z poziomu 5-ciotysięcznika:
https://youtu.be/KI5NXeqY5yI
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje
Elwood
 
Posty: 28
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Poprzednia strona

Powrót do Górsko etnograficzne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron