40 lat minęło...

Zaproszenia i relacje z wyjazdów górskich, wysokogórskich i etnograficznych. Platforma kontaktowa dla ofert adrenalinka.pl

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 24 listopada 2018, o 21:18

Z Dziennika Wąskiego.

Zamieńmy Ziemię Światem Dysku, którego oś jest zawsze skierowana w stronę Słońca. Jeśli utrzymamy takie samo albedo planetarne, jaka powinna być temperatura równowagowa dla takiego świata? Założenia: dysk jest cienki i dobrze przewodzi ciepło.

Policz temperaturę równowagową Merkurego dla peryhelium przy założeniu, że planeta rotuje szybko. Porównaj otrzymany wynik z wykresem dobowych zmian temperatury gruntu merkuriańskiego na różnych głębokościach.

Rozważ efekt cieplarniany w modelu atmosfery składającym się z dwóch nieprzezroczystych dla promieniowania IR warstw. Wyznacz temperatury obu warstw oraz temperaturę powierzchni planety.

W indeksie odnotowano: dostateczny +.
Powtórka z zeszłego roku... Wtedy skakałem do mego ulubionego nieba z radości. Dzisiaj zwinąłem indeks ze stołu, powiedziałem dziękuję i do widzenia.

Normalnie klasycznie sprawa do oparcia o bufet ale nie mam z kim....
To znaczy nie czuję potrzeby, bo chętnych długa lista. Idealnie byłoby z Bartkiem ale on w nowej robocie, poza tym musi się nacieszyć synem a to nie jest zadanie na jeden wieczór. Piszę mu tylko sms-a... Załatwiaj mi wizę ruską.

Tak to jest, jak jedzie się na wyrypę ze starymi koniami... Albo "giniesz" z kretesem albo dojrzewasz w try miga i nagle z hulajnogi wskakujesz do mercedesa, to znaczy do Lublina...

El pisał, że jest casting na kolejną wyrypę.
- Masz szanse Cymek, bo potrzeba amigosa ogarniętego w XIX-wiecznych technikach triangulacji.
Wchodzę w ciemno! Techniki poznam, zresztą uczyłem się o nich.
Ba... Mieszkam na IX-tym piętrze i od czasu powrotu nie wszedłem do windy. Jestem w szoku. Normalnie wbiegam bez zadyszki a teraz jestem gotów dla dobra sprawy napieprzać tak na okrągło.

Mama się o mnie trochę martwi ale za to relacje z ojcem... W życiu tak dobrych nie miałem. Na początku się wściekł, bo musiał do pana Sławka grzać nad litewską granicę ale potem mu przeszło a jak zajechali do chaty chłopaki po drodze i zostawili dla mnie paczkę ruskich prezerwatyw (nie wiedzieli, że mieszkam... no nieważne), to uśmiał się do łez, po jakimś tekście kierownika Karpia.

Od tej pory traktuje mnie zupełnie inaczej... Nareszcie jesteśmy partnerami a i ja, jakoś inaczej na układy rodzinne patrzę...
- Cymek... Ty piszesz?!
Jest teraz wiernym fanem moich tekstów... Wspiera i kibicuję. - Pisz synku, pisz!
W końcu to jedyny od wieków humanista po mieczu w rodzinie... Szaleństwo... Brakuje tylko jeszcze, by moja polonistka ze szkoły średniej się o tym dowiedziała...
Geograf już wie!
- Zawsze w ciebie wierzyłem Cymek!
Tak... Gdyby wierzył, to lach by nie stawiał za brak wiedzy o wydobyciu węgla w RPA...

Sam nie wiem... Po powrocie z ekspedycji (dla mnie to mega ekspedycja/wyprawa itd.) jakoś się wszystko pozytywnie zmienia wokoło... Jakaś energia taka, czy co...?
Wolę porozmawiać ze starym o tym, czy tamtym, niż z moimi kolegami. Zresztą ich to, co mnie spotkało nie interesuje.
Pierwsze ochy i achy ale nie mam obrazków...

Mam tylko to, co w głowie mi zostało i fragment relacji kumpla El`a - Pastora, którego teksty El KAZAŁ mi przeczytać...
"...Przywieźliśmy kilka mniej lub bardziej gównianych zdjęć, parę muszelek i kawałków morskiej gąbki, trochę wulkanicznych kamyków z plaży w Dyrholaey, niesamowite wspomnienia i wirusa ospy wietrznej, która dwa tygodnie później sponiewierała mnie jak psa.

Przywiozłem też coś czego nazwać nie potrafię, a co zagnieździło mi się głęboko w duszy. To coś czasem budzi mnie w środku nocy i każe patrzeć w niebo...".
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Elwood
 
Posty: 47
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 24 listopada 2018, o 21:22

Odtwarzać w pentli i czytać...
https://www.youtube.com/watch?v=8iQFIxOVjy4

Reszta odcinków w przysłym tygodniu.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Elwood
 
Posty: 47
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 29 listopada 2018, o 22:50

Z Dziennika Wąskiego

Urlop dziekański.
Jadę z El`em do roboty. Pada deszcz, korek... Przebijamy się przez Sopot do Gdyni. Dojeżdża do nas jakiś koleś na motorze i luka na blachę Golfa. Zatrzymujemy się w sznurze aut. Daje sygnały, by uchylić szybę.
- El, słyszałem, żeś się nieźle wyrypał gdzieś! Zadzwonię!
To Pusty AT na TDM-ie.

W ogóle jazda Wieśkiem, to co rusz doznania... Wieczorem parkujemy pod sklepem, idziemy po piwo. W Tośce El`a dobrze znają. Ten rzuca liczbę, z lodówki dobrana jakość. Wychodzimy.
Przy Golfie mały chłopiec z ojcem. Maluch wskazuje z entuzjazmem na popisany pojazd. Tata entuzjazm podziela:
- To pańskie auto?
Tak...
- Super... Naprawdę super!

Zatrzymujemy się na światłach... Co drugi kierowca zwraca na nas uwagę. Połowa z nich uśmiecha się...

Zatrzymuje nas policja.
- A książka telefoniczna dokumenty ma? Nawet się Pani policjantka z wrażenia zapomniała przedstawić.
Sprawdzając papiery, w ruch idzie internetowa tuba. Googlają Afganistan 2010. Wiadomości wydanie główne.
- To pan! Cholercia... Zazdroszczę... Proszę sprawdzić/wymienić tylny prawy stop.

Karpiu, kierowniku drogi, wziąłem urlop dziekański.
- Elegancko. Co dalej?
Szukam roboty.
- Jesteś techniczny w miarę... Dzwoń do Fazika albo... nie, nie. Nawet nie dzwoń, tylko jedź bezpośrednio do El`a... On ma roboty w chuj. Remontuje przy tym chatę. Zawdzięczasz mu coś i to nie jedno... Ja wiem jedno... Ma chłop teraz przejebane do kwadratu... Sam wiesz... Ale nie oto idzie. Idzie o to, że dostaniesz u El`a zajebistą szkołę w robocie. Zdarzyło mi się z nim robić. k***a...

Śpimy w starym mieszkaniu z 1906-tego roku, w którym... nie ma nic. Śpimy na paletach... Skute tynki, podłogi do stropu łukowego, między całym remontowym majdanem, tak, że w nocy, jak chcesz się odlać i błędnik jeszcze nie przyzwyczajony, to lądujesz w kupie cegieł np.
Ale jest k***a pięknie...

Pijemy piwo i El opowiada... Gdybym go nie znał, w życiu bym w to nie uwierzył... Ale poznałem. Nasz "ratownik" na granicach np. Ja dla świętego spokoju zapłaciłbym... Ale nie El.

El się już Golfem odprawił, my prawie... Skończył się wriemiennyj wwoz, trza bulić! Nie dajemy rady w negocjacjach. Bartek woła El`a:
- Słuchaj, chcą kasy, załatwisz to?
Poszedł El porozmawiać. Wraca po kwadransie z... wątrobą kozła Marco Polo! Mało tego... Kto chce, może się wtarabanić na dach posterunku i robić zdjęcie z porożem Archara... Nazwy postu granicznego podać nie mogę.

Fazik był świadkiem "negocjacji" El`a na poście w Bordobo. Toć to była napierdalanka! El po prostu gościa zwyzywał od nieuków, cymbałów w końcu. I szedł w zaparte na maksa. "Cymbał" w końcu pękł...

Noclegi...
Hasło "hotel", "gesthouse" itp. to zakazane obrazy. Akurat tu cały zespół grał na jedną nutę ale... W Sary Mogoł w Dolinie Ałajskiej, gdzie mieliśmy zjechać pod Pik Lenina, El zatrzymuje Wieśka przy... "hotelu" właśnie!
Pizga strasznie... Jest noc. Bartek idzie się zapytać, ile kosztuje nocleg w jurcie (jedyny dostępny)?
- 15$ od osoby... Ale miejsc nie ma. Wszystko zajęte przez zapadnych.

Do akcji wchodzi El.
Mamy darmowy camping przy betonowym płocie (pięknie chroni od wiatru), darmowy dostęp do ciepłego prysznica. El skrzętnie wynotował, kto korzystał.
Mało tego. Jesteśmy zaproszeni na kolację, o poranku na śniadanie... Ekipa, mimo zaproszenia, chce płacić dutkami. Powstrzymuje ich El.
Rewanżuje się... wątrobą Archara. Gospodarze są zachwyceni.

Pijemy piwo, gotujemy jaja na twardo, na jutro do roboty... Gaz się wyprawowej butli powoli kończy. Będziemy musieli wymienić...

Nie poznałem jeszcze gospodyni... To cena, za taki wypad, jak się okazuje. Nie dla każdego on taki super...

El ożywia się... Mówi o Nanga Parbat, pod którą stał, kiedy większość członków tej wyrypy wspinała się po drabinie na nocnik...

Pięknie opowiada...
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Elwood
 
Posty: 47
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 29 listopada 2018, o 22:50

Z Dziennika Wąskiego.

Pierwsza praca w życiu.
El w ciągu 10-ciu godzin pracy non stop zatarł szybkosprawną masą drobnoziarnistą 700m2 powierzchni posadzki w podziemnym garażu...

Tę masę mieszałem mu ja... 25kg worek podzielony na 4 ćwiartki. Na wyrobienie każdej porcji El miał nie więcej niż 10 minut... Potem niewyrobioną porcję trafia szlag. Worek zaprawy 130zł... Stres, że ja pierniczę.
Uwijam się jak w ukropie.

Stoję jak w blokach i czekam na sygnał:
- Mieszaj!
10h non stop...
W czasie "wolnym" mam odkurzać posadzkę.
El je w locie, ja nie mam kiedy!

Przed 19-stą kończymy...
- Będą z ciebie ludzie Wąski. Nei zmarnowaliśmy nawet kilograma masy... Nie ma co potrącać z wypłaty, kurde. Zasłużyłeś na porządnego browara!

No nie wiem... W nocy, dwa razy waliłem łbem w ściany, potykając się na łukach stropu po ciemku...
Ale to było wczoraj. Trening czyni mistrza.
Zaliczamy Tośkę, potem siadamy na dwóch jedynych krzesłach i słucham El`a i sam się zwierzam...

Pulpety (bez konserwantów) nabierają temperatury, ja nadaję.
Zwierzam się z "niczego".
- Mów, opowiadaj... Ja się już w życiu nagadałem... Pora na odbiór.
Ale...
- Opowiadaj. Lubię ciebie słuchać... A jeszcze bardziej czytać. Budzisz emocje nie wiadomo skąd... k***a, chwilami chciałbym być tobą. Byłem takim, jak ty ...dziesiąt lat temu. Tak chciałeś pojechać na tę wyrypę... Spisałeś się chłopie!
Jak dzisiaj w tej robocie.

Jezzzuu, przecież ja to piszę, i nie wiem, dlaczego muszę, toć to bałwochwalstwo! Ale... jakbym o Nim/Nich pisał...
Taka aura chodziła za wszystkimi Uczestnikami naszej wyprawy!
Poza słusznym "opierdolem" Karpia (taki ojcowski bardziej był) nie doznałem grama dyskomfortu w obcowaniu z ekipą.
Bardziej opiekę, dyskretną ale opiekę. Zawsze mnie wspierali. Nawet jak kpili, to tak, że potem mi tych kpin brakowało...

Jak zwierzyłem się z tego ojcu, to gdzieś bokiem, puściła mu się łezka...
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Elwood
 
Posty: 47
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 29 listopada 2018, o 22:51

Z Dziennika Wąskiego.

Jakby w innym trybie ale dalej to samo się kręci.
Wiesiek przerywa i stajemy na samym środku ronda przy Opackiej. To taki trójmiejski klincz. El chciał zjechać na wyspę i zablokował dwa pasy, bo Golf siłą bezwładności nie pokonał krawężnika.

Co jest grane pytam?
- Nic. Zabrakło paliwa...Trochę za wcześnie.
Otwieram bagażnik, podaję El`owi baniak - jeszcze z kazachską ropą. Ludzie trąbią jak najęci, jakieś przekleństwa się sypią, kiedy mijają nas bezpośrednio jakby im odcinało prąd...

Wracamy z roboty, ruch spory. Uprzedzam El`a:
- Tak, wiem co chciałeś powiedzieć... Nie rozumiem tego chamstwa na polskich drogach. No nie rozumiem... Nikt nie zapytał, czy w czymś pomóc? Nikt, tylko ryja darcie.

Patrzę na licznik małych km... F-cznie, jeszcze stówa minimum a tu takie buty?

Ale... Godzinę wcześniej, kiedy zaczynamy zwijać roboczy majdan, wchodzi do garażu starsza (dla mnie), nieźle zadbana babka.
Pogoda zrobiła się letnia więc laska (też pasuje) pyta bardzo grzecznie, czy nie byłoby przeszkodą, gdyby weszła na moment i wzięła swój rower z wózkarni.
Trzeba dodać, że specjalnie dla nas, całkowicie wyłączono garaż z użytku (60 stanowisk) i przez dwa tygodnie jest również utrudniony dostęp do 60-ciu kanciap przyległych do stanowisk. Po prostu bez naszej zgody do garażu nie wejdziesz.

Normalnie, to ludzi by zapewne mocno wkurzało ale tu pełna kultura. Ludziska świadomi potrzeby renowacji posadzki... Rewelacja, jeżeli chodzi o komfort pracy.

El z kurtuazją pomaga pani wyciągnąć rower z bezładnej powodzi pozostałych.
- Ten zielony poproszę!
Cha... zielony... Z tych trzech, to który dokładnie, bo tę przypadłość na okoliczność nierozróżniania kolorów, odziedziczyłem mimo protestów
- Czyli prawdziwy mężczyzna z pana! Chłop nie jest od kolorów rozróżniania i tu pani puszcza oko.
Na to El rewanżuje się dowcipem z życia.

Mam fantastyczną kuzynkę. Prawdziwą, naturalną blondynkę. Mąż wysłał ją do sklepu rowerowego po jakąś część z roweru kuzynki, który właśnie przywracał do życia.
- Dzień dobry. Poproszę część (tu ładnie ją nazwała), do roweru.
Ok. Ale do jakiego?
- Nooo... do zielonego!

Kobitka zupełnie niespeszona odpowiada:
- Bo my nie jesteśmy od tego. To wy chodzicie do lasu i się nie gubicie przy powrocie. Naprawiacie samochody itp. My jesteśmy od gotowania i dobierania lakieru auta. Ja do dzisiaj nie wiem, ile ma koni każde me kolejne auto. Mąż mi raz pokazał tabliczkę przy baku, bym wiedziała, jakie paliwo mam zatankować.
My - kobiety, nie mamy waszych mózgów. Mamy inne priorytety. Ognisko domowe to podstawa i dbanie o swojego faceta, jak z tego "lasu" wraca.

Patrzymy na kobitkę z coraz większym podziwem. Ja też... Indoktrynacja na wyrypie swoje zrobiła.
- Wie pani co...? Rzuca El. Opowiada pani coś niesamowitego...
Bo widzi pan... Ja mam 21-letnią córkę i połowa jej kolegów, to... geje. Co się dzieje z tą młodzieżą męską? Większość, to zniewieściałe cioty!

Ja pierniczę... El się śmieje.
- Rozumiem, że pani trochę lepiej sytułowana finansowo?
Tak, ale co to ma do rzeczy? Ale... może i ma?
- Słyszała pani o eksperymencie Calhouna?

I dopiero się zaczęło, jak El wyjaśnił w cziom dzieło.
- Bo widzi pan... Ja od 6-stego roku życia jestem związana z morzem. Moi rodzice żeglowali i zabierali mnie na długie chwilami rejsy, trwające tygodniami, bez schodzenia na ląd.
Mama zawsze mówiła:
- Pamiętaj córciu, trzymaj się taty, nie mnie w trudnych sytuacjach, on jest silniejszy! Takiego mam dzisiaj męża, którego się trzymam... Ja jestem "blondynką" i się tego nie wstydzę.

No to El wyjechał z Azją Centralną. Na to pani z Azją Południowo-Wschodnią, gdzie lubi spędzać czas, bo tam nie ma ubezpieczeń... emerytalnych!
To już był młyn na wodę...
Co za dyskusja się wywiązała.... Jakbym słyszał Fazika i El`a w czym są perfekcyjnie zgodni.

Żegnamy się, oferujemy pani wszelką pomoc w dostępie do kanciapy i w ogóle.
Zamykamy garaż i wyjeżdżamy. Kątem oka w lusterku widzę, że nasza pani się z czymś przy rowerze zmaga.
- El, zatrzymaj się proszę.
Podbiegam do naszej pani i widzę, że się jej poluźniony chwytak na bidon przekręcił. Szybko wracam po śrubokręt i robię swoje.
- Ach... Są jeszcze prawdziwi mężczyźni na tym świecie!

Czuję się normalnie zaszczycony!

Niby nic... Ale w Pamirze spotkaliśmy też taką twardą blondynkę...
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Elwood
 
Posty: 47
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 29 listopada 2018, o 22:52

Z Dziennika Wąskiego.

Żona dla yeoupa.
Weź się Wąski zarejestruj na forum AT i sam pisz swoje dyrdymały!
- Ale jakie forum AT? Przecież publikujecie moje trele na fejsie, czy nie tak?
Nie tylko. Pisze Słodki. Twoja sława wykracza już poza szkołę średnią i fejs.

No więc zaglądam i oczy przecieram! To forum motocyklowe i tu się dopiero jeździ! Ja pierniczę... I to gdzie?! No kurde wszędzie...
Biegam po tym forum, jak długodystansowiec... Co rusz ciekawsza relacja...
Ale El mi mówi:
- Za nim, to zajrzyj na "stare forum".
Doczytuję tam w pierwszym wątku Wspomnień i...
- El, ty też tam się udzielałeś?
Tam nie... Nie miałem tam zbyt wiele do powiedzenia... Nie było potrzeby...

Porównuję relacje "stare" z "nowymi" i... zaczynam powoli pojmować różnicę.
Ale tak to w życiu - różnie bywa, pies utonął, łańcuch pływa.
Tak poznałem... Mario.
Dzwoni do El`a a ten mi... oddaje słuchawkę.
- Pogadaj z moją "jedynką" (El jest zero jedynkowy. Albo się go lubi albo nienawidzi).
Ale ja go nie znam!
- Znasz dobrze...

Cześć Mario, Cymek Wąski z tej strony... El oddał mi bezceremonialnie słuchawkę i...
- Aaa, to nawet dobrze! Miło Ciebie poznać Cymek. No i jak tam, po wyrypie? Opowiadaj, fajnie było...?

Ani bee, ani mee... Kocham tych ludzi.

Dzwoni Fazik.
Co za dziwna konwersacja... El zwyzywa go od szmacideł na dzień dobry.
- Pijesz czeskie piwo!
Tak. Desitkę z kija!
- Skąd desitkę z kija wytrzasnąłeś w Berlinie?!
A kto powiedział, że w Berlinie?

El... Skąd wiedziałeś, że Fazik pije czeską desitkę z kija przez telefon?
- Bo wysłał mi sms-a.
Alej jak?!
- Oddechem...
Oddaje mi telefon i Fazik mi wszystko tłumaczy. Bożżee... Nie słyszałem o ich czeskich, rowerowych eskapadach dotąd!

Dzwoni Karpiu.
Nawet nie powtórzę tej rozmowy... Otwieram piwo, potem drugie... Zwalniam, jak mogę ale El, przerywając:
- Pij Wąski, pij... Na starość torba i kij.

Kultowa przełęcz Akbajtał...
Przed nią spotykamy Niemkę z Austrii. Ja tego nie rozumiem ale Fazik tłumaczy:
- Po twarzy widzę, że zielona.
Nie wiem, czy zielona ale nogi ma czerwone, do tego w krótkich gatkach... Jakby nie patrząc, robi na nas kosmiczne wrażenie.
No i nie idzie ale jedzie rowerem. Solo... Jestem w szoku na dzień dobry.

Stajemy, konieczny razgawor.
Takie tam trele ale... Słodki ogląda jej rower i pyta:
- Kto składał ci rower?
Na lotnisku w Duszanbe mi złożyli.
- Hm... Widelec masz przekręcony o... 180 stopni, no i przy tym zjebaną geometrię...
Tak...?
- Tak.

Tu Słodki bierze imbus i ustawia właściwie dziewczynie rzeczony...
Dziewucha przejechała blisko 1000km po wyjebach nieświadoma chujowego prowadzenia roweru...
Słodki komentuje:
- Idealna żona dla yeoupa.

Jaka żona, jaki yeoup?
- Pomyślałbyś przed tą wyrypą, że przejdziesz Szlak Grąbczewskiego...?
Dwa dni później zdobyłem swój pierwszy 5-ciotysięcznik...

Czytam teraz wątki yeoupa...

Dla mnie, to wycie wilka w ZOO... Ludzie chodzą, oglądają, podziwiają... Ale nie rozumieją natury zwierza...
Cóż... Ptak zamknięty w klatce, sam uważa, że latanie to choroba... W takiej klatce zamykamy się sami.
Trudno zrozumieć samotnika, który przełamuje bariery naszej percepcji. Co z tego, że nie wie, że trza naciągać łańcuch...? Jak się zjebie, to się przekona... Ale koła jego motocykla nawijają tysiące km a on... jedzie dalej.

Mieliśmy doskonałego mechanika w zespole ale on kierował się tą samą zasadą jaką kierował się yeuop.
Jedziemy do przodu! Się coś zjebie, będziemy naprawiać!
I nagle mnie oświeciło...
To nie kwestia kierownika, tylko kwestia nastawienia... Jak kurde mol w życiu...
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Elwood
 
Posty: 47
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 29 listopada 2018, o 22:52

Z Dziennika Wąskiego.

Jedziemy "na garaż". Na wysokości Kolibek wypadek... Stoi policja, Straż Pożarna ale też i parawan... Skończyło się czyjeś życie.

Oglądałem filmy na tubie z jazdy w Rosji przed wyjazdem. Włos się jeżył na głowie... Tymczasem zastałem tam zupełnie inny obraz. W mieście jeździ się jak Pan Bóg przykazał, poza miastem zgodnie z przepisami. Bardzo mało jest brawury, po prostu się jedzie bezpiecznie.

Jadąc "w tamtą stronę", jakoś tego nie czułem. W drodze powrotnej, prowadząc Wieśka solo - jak najbardziej. 10-tki radarów na federalkach. Pilnowałem się bardzo, by nie narobić El`owi niepotrzebnego bigosu.
W Kazachstanie dbałem o stan własnego portfela i tylko tam raz zostałem zatrzymany ale po to, by usłyszeć - krasiwaja maszyna, maładiec!

El uprzedzał nas wszystkich przed kirgiskimi milicjantami a mnie szczególnie, kiedy będę wracał doliną Talas.
W Kirgistanie widząc milicję na drodze, jakoś więzło mi coś w gardle automatycznie. Przez Talas pilnowałem się i jechałem po pełnym zakonie ale nagle po lewej widzę żółtą pałkę.
Stali z drugiej strony i milicjant zasygnalizował zatrzymanie (komu?), kiedy byłem na jego wysokości.

Oceniłem sytuację i... pojechałem dalej. Kilometr później sygnalizuje mi z tyłu radiowóz bym zjechał na bok...
Wszystko podeszło mi do gardła.

Pamiętaj Cymek... Jest kilka szkół na takie przypadki, tłumaczył wielokrotnie El.

Kiedy podszedł do mnie mundurowy i się przedstawił i przedstawił zarzut niezatrzymania się do kontroli, odjęło mi ze strachu mowę...
On coś do mnie ja:
- Yyyyyuuuiiiuuu!
Rozumiecie po rosyjsku?

Ostatnia szkoła El`a - jego marzenie, to granie głuchoniemego w takich sytuacjach. Wszedłem w to z... automatu!
- Yyyyuuuuuuaaa!
I pokazuję na usta i uszy...
Kolesia zamurowało.

Dowód rejestracyjny i prawa.
- ... robię najbardziej głupią minę, jaką potrafię.
Proszę do radiowozu!
- Aaaauuuiiiyyyyuuu?

W końcu wykoncypował i wyjął swoje dokumenty i mi pokazuje, mówiąc, żebym pokazał swoje.
Biorę je do ręki, oglądam, uśmiecham się wyrażając mimiczny aplauz:
- Jaaaouuuu!
Pokazuję kciuk w górę...

Przedstawienie trwało jeszcze kwadrans. W końcu gościu rozkłada ręce ale mówi do mnie:
- Poczekaj! I odchodzi do radiowozu.
Ja w tym momencie z głupią miną odmachuję i... odjeżdżam.
Gościu zawraca migiem i przez chwilę leci za mną... Widzę go w lusterku. Oddalam się spokojnie.
Zatrzymał się i tak stał aż mi zniknął z oczu...

Kilkanaście kilometrów jechałem w amoku... Kiedy się zatrzymałem, nie mogłem wysiąść z auta, taką miałem galaretę w nogach ale... byłem dumny!
Zaraz potem wjechałem na granicę. Na kirgiskim poście spędziłem kwadrans ledwie. Na kazachskim kazali zjechać na bok, wybebeszyć wszystko z auta i skierowali auto na roentgena.
Wierzcie mi... Zeszło ze mnie ciśnienie po tej granicy (kirgiskiej) tak, że gdyby chcieli zajrzeć mi Kazachowie w tyłek, to bym zaprosił wszystkich.

Zajeżdżamy po robocie na chatę. El nadłożył do Biedronki ale się przy niej nie zatrzymał. Podjechaliśmy do Tośki. Dzisiaj była ta najmniej rozmowna pani:
- Ile?
Osiem.

Zrzucamy fanty, otwieramy piwa i bierzemy się za kolację.
- Cymek... Gdzie ja rzuciłem tę siatę z biedry?
Jaką siatę?
- No tę k***a, z zakupami.
Ale my nic w biedrze nie kupowaliśmy.
- No jak nie?
No nie... Przejechałeś obok.
- Hm... Powiadasz... Kurde... Cały czas mi ten parawan w Kolibkach z tyłu głowy siedzi...
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Elwood
 
Posty: 47
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 29 listopada 2018, o 22:53

Z Dziennika Wąskiego.

Siedzimy z El`em w skąpym świetle świeczki...
Taką sobie dzisiaj zapaliliśmy. El wygląda jak dziadek Mróz.

Patrzę na niego i się zastanawiam, kim on naprawdę jest...? Jego jest kilku...
- El... Czemu skoczyłeś wtedy za mną do Zurazaminu?
Chciałem zostać bohaterem.

Kolacja dzisiaj z dupy.
Ale nagle El przypomina sobie o wyprawowym kartonie. Co my tam mamy?
Ano... Kilka zup w proszku, makaron w cienkich nitkach, kilka kasz "w rożnych mikstach" i... chałwę.
- Kazachska... Dla żony... Nie było okazji wręczyć...

Świeczka płonie falą delikatną do nieba...
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Elwood
 
Posty: 47
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 28 grudnia 2018, o 10:48

Cichy ma pod bokiem jeden z najlepszych klubów muzycznych w Polsce. Fajna dziupla na zadupiu, w której grają topowe kapele. Byłem tam kiedyś na koncercie Nocnej Zmiany Bluesa. Klub się nazywa BOGART.
Na przełomie stycznia/lutego jest koncepcja chłopaków, by się tam spotkać i poopowiadać, co ma wspólnego Lublin z Grąbczewskim. Temat pilotuje Cichy.
Mój udział jest bardzo wątpliwy, bo awanturuje się, nawet pod krawatem. Więc zasadniczo mam tyle szans tam być co pierd w huraganie.
Ale zaprosić mogę.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Elwood
 
Posty: 47
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Re: 40 lat minęło...

Postprzez Elwood » 30 grudnia 2018, o 22:11

Smutne chwile pod Pikiem Engelsa. Kończy sie likier podlaski. Było go 15l i używany był tylko okazjonalnie...

Obrazek

Obrazek

A tu ciekawostka. Przekopałem cały album zdjęć i znalazłem tylko jedno z Wąskim. Wiecznie uśmiechniętym zresztą. Zawsze wychodził z kadru.

Obrazek
Ze mną jest może 10 zdjęć. Ja nie zrobilem żadnego.

Moją małą ambicją pozostaje jedynie promocja samego Bronisława Grąbczewskiego.
Zasadniczo, to bardzo trudny temat.`Syn powstańca styczniowego w wiernej służbie carskiej. Weź to teraz rozbierz...
Wdepłem w temat jak w bagno. Wciągnęło mnie po same uszy, zwłaszcza, że jestem typem narodowca. Swego rodzaju obsesją jest zrozumienie przeze mnie, co motywowało ludzi pokroju Grąbczewskiego, do takiej formy realizacji siebie. Nie zapominajmy przy tym, że w podobnej sytuacji były inne, równie wybitne (bardziej znane) postacie jak choćby Dowbor-Musnicki, Unrug... och, cała plejada znamienitych Polaków, będącymi autorytetami w II RP.

Ciągną mnie chłopaki za uszy na prezentację, ale ja Kosiba jestem Wysoki Sądzie. Nie mam nic do powiedzenia ogółowi.
Fazik ma. Fazik to geniusz, taki prawdziwy.
Wymyślił najlepszy GPS. To sraczka. Zaprowadzi ciebie dokładnie tam, gdzie masz być, bez mapy, bez nawigacji. Dlaczego ten krzak a nie inny? Naturalny GPS się nie myli. Zwodzi na właściwe manowce i daje ulgę.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Elwood
 
Posty: 47
Dołączył(a): 18 października 2016, o 09:38

Poprzednia strona

Powrót do Górsko etnograficzne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość