Autor Wiadomość niestety po tych wszystkich kur...wa przeróbkach cos sie pokaszaniło w tym wirtualnym świecie i Suzus a wczesniej Marysia dostają bana i nie mogą pisać. Wi.tku weź proszę coś z tym zrób bo mnie kurwica zaraz zaleje świąteczna
Poniżej relacja Suzusa z RFC, którą od wczoraj usiłuje tu zamieścić
suzus
Wątek wiadomości: Re: jakiśFolder: Otrzymane
Witam wszystkich po tzw wyrypie życia a miała być wyprawa
całujcie franca po stopach jak muzełmanki swych mężów całują
może franc brusa lee zaprosi i pokaże jak sie eventy robi
z challandzem to nie miało dużo wspólnego
generalnie role przewodnią grała improwizacja
nikt nie wiedział co będzie kiedy będzie i jak będzie
generalnie wkurw sięgnął zenitu gdy cały bruce lee
wysyła nas do twalightzone generalnie ma być super ciężko 2-3 dni bez kontaktu z cywilizacją
zdani tylko na siebie i swój team czyli 4-5 załóg pełny lans na maksa kamerki flesze aparaty trzaskają
bruce lee jak zawsze firmowa bluzeczka koloru bialego ładne loga tu i tam basebolówka okularki jak zawsze
uśmiech od ucha do ucha i życzy nam powodzenia bo ma być super ciężko przez jakieś 80-120 km nikt nie wiedział ile jest do zrobienia bo jak sie trase z google earth układa to nie ma odzwierciedlenia w realu
ruszamy po przygode nasz team to załoga 121 z singapuru silnik tujoty 4l i dołożone turbo z supry silnik przestaje kręcić tak przy 7 tyś obrotów troche dużo jak na diesla mosty z volvo kierowca też nie z łapanki
jako 2 auto my a za nami yellow cat 113 mosty z volvo i benzynowy silnik z supry zawór upustowy od turbiny cały czas robi potem rafał swoim dzipem auto żle wyważone przez cały bagaż z tyłu bez przedniej blokady jedzie wolno ale jedzie troche nas zpowalniał ale to i tak było mniejsze zło za nimi czempioni z zeszłego roku zwykłe mosty z tojoty i wiadomo supra engine 2,5 turbo
lecimy cały czas pod górę po jakimś czasie mijamy pierwszą toyote organizatora która sie zepsuła no cóż walka trwa straty muszą być po 3-4 godzinach dojeżdzamy do nocnego kampu skautów którzy ryszyli 2 dni przed nami tu szybki posiłek po jakiejś godzinie dojeżdza rafał i ruszamy dalej bo daleka droga przed nami a mamy tylko 2-3 dni mijamy 2 toyote orga też popsutą co chwila czekamy na rafała którego pilotowali mauryś i trwoga po którymś zakręcie czerwony tygrys wpada przodem w rozpadline cudem nie spadając w przepaść
szybka akcja dwoma winchami i tugrysek może jechać dalej tu i ówdzie duże pozostałości po słoniach dziko tu żyjących 16.30 dojeżdzamy do skautów którzy zakładają dla nas track jak sie okazało po rozmowie z nimi że dalej nie ma po co jechać bo nikt dalej nie był i nie wiadomo czy da się przejechać czy nie
narada całego teamu pamiątkowe zdjęcie kierowców atv samochodów pilotów Boguśki (narzeczonej Liścia)
malajskiej dziennkarki i skautów kciuki w dół i robimy fotki
zawracamy jedziemy szybko quady poszły przodem by zatrzymać następną grupę auto rafała zncznie lepiej jechało w dół niż w góre gdy my zrobiliśmy 8 km w górę i 5 w dół grupa druga zrobiła 3 km a to za sprawą
małużeństwa J i ich super auta zbudowanego przez polskiego dakarowca Alberta G
w którym bercik zastosował najnowsze technologie np. silnik i skrzynie biegów skręcił na sztywno ( bez poduszek ) z ramą , wał napędu wciągarki bez kompensacji co było przyczyną jego uszkodzenia już pierwszego dnia rajdu, potem sie okazało że używanie wciągaki i trakcji wtym samym czasie jest niemożliwe ponieważ skutkuje zakleszczeniem reduktora to też było przyczyną odwołania jednego ss
to tak w skrucie o tym doświadczonym teamie
super auto nie mogło jechać bo sie bezpiecznik od wentylatora przepalił silnik wypluł chłodziwo i cały team stał dalszy zjazd w dół bez niespodzianek do obozu zjechaliśmy o 2-3 w nocy następnym razem dalsze streszczenie wyrypy a jest o czym pisać .....
Dzięki Jacku za tę pierwszą relację, o tym jak jest naprawdę na RFC. Mam nadzieję, że drugą będziesz mógł juz napisac osobiście- sorry za te wybryki ale niestety nie mam pojęcia co sie dzieje .........