Magam, Magami po Magamie
Było ciężko, było fajnie ale zabrakło tego po co tam pojechałem.
Czyli mega atmosfery i zabawy. Tak naprawdę dobrze to bawiłem się tylko z ekipą Żali mi Was Maneya i cieszę się, że choć trochę poznaliśmy się i pogadaliśmy z Koparą, Grzesiem Głowackim i ekipą śląską Markiem i Arkiem. Fajnie też było pojechać choć trochę trasy z Karsonem i Florem oraz być uratowanym z czarnej du...y przez Tomka i Radka z Jimnika

- wielkie dzięki
Mam bardzo mieszane odczucia co do takich spotkań bo choć organizacja na medal, sędziowie wspaniali ( szczególne ukłony dla pana Rysia i brata) i w ogóle cuda wianki na patelni to po prostu staje się nudne.
Z przyczyn różnych trasa bardzo podobna do tej z zeszłego roku. Co dla mnie lubiącego choć trochę popatrzeć na przyrodę po 2 edycjach Magamu i Bobku staje się już nużące. Regulamin jest powiedzmy delikatnie średni ponieważ promuje arkusz excela

a nie zdobytą trasę i pieczątki. To jak to zmienić przegadaliśmy już z Robertem i Rafałem i mam nadzieję, że na plus.
Trochę męczące jest również uciekanie przed szerszeniami, które w wiekszości jadą nie oglądając się na nic i w dupie mając na przykład twoją napięta linę. To jest bardzo proste do rozwiązania. Po prostu należy puścić czołówkę ( np. 10 pierwszych załóg- w odwrotnej kolejności) a resztę ( w tym nas

) po powiedzmy półgodzinnej przerwie. Zaoszczędzi to wszystkim nerwów, ciśnień i strachu ( słabo się jedzie trawers, kiedy 3m nad tobą wisi unimog lub inny dwu tonowy potwór

) . Niestety taka formuła wczesniej czy później może doprowadzić do tragedii- czego nikomu nie życzę.
Przygód na trasie było co nie miara ale aby wejść do pierwszej 10-tki po prostu trzeba jechać swoje i mieć sprawne auto.
My niestety po raz kolejny mieliśmy błąd konstrukcyjny ( podpora mechanika, brak koszyczka, hamulca i niepotrzebnie odchudzone sprzęgło kłowe w starze) i po prostu musieliśmy ominąć część pieczątek bo inaczej tkwilibyśmy tam do dziś
Generalnie jest to zabawa dla zamożnych ludzi, których stać na autka z budżetem +/- 100 tysięcy + 15 tysięcy na imprezę ( wpisowe, dojazd, serwis, paliwo i życie oraz defekty)- ja jakoś niespecjalnie odnajduję się w takim otoczeniu
Nasz zespół pojechał pierwszą taką imprezę i naprawdę sporo się nauczyliśmy. Jarek testował samochód i wie już co trzeba pozmieniać. Ja muszę przebudować kompletnie konstrukcję mechanika i będzie dobrze. Reszta działała bez zarzutu i tylko raz ukręciłem przegub ( przez własną głupotę) no i raz Kleszcz runął w dół ( tym razem przez moją wrodzoną dobroć

)
Jeżeli ktoś lubi sport i wyścig w terenie to dla niego będzie ok- ja niestety jestem raczej przeprawowcem i po dwóch edycjach będę się poważnie zastanawiał nad kolejną
Teraz cieszę się, że przed nami sporo przeprawówek bez tego cisnienia i nerwów. W Łaskarzewie, na Zmotce, Bobku, Mazowieckich, Nocy Kormorana no i Zmocie na pewno będzie fajnie.
Dzięki wszystkim za doping, pomoc i życzliwe słowa a przede wszystkim:
Jarkowi 9mm z Walthera za pomoc techniczną i sponsoring
Darkowi Kisielowi z AutoZmota 4x4 za serwis
Bakterii za pilotaż
Piętaszkom i Rufiowi za wsparcie częściami.
Było, minęło i już.