Witam
Chciałem zameldować że pierwsza część osób z expedycji ProjektX właśnie wjechała na granicę rzecz pospolitej polskiej.
Ja Tomek, Ania i Mairusz przekraczamy właśnie granicę. Jarek z Kasią też zaraz tu będą są w sklepie. Pozostała ekipa jest kilka tysięcy km z tyłu. Dokładnie nie wiemy gdzie ostatnie info to nowosibirsk.
To co mogę powiedzieć na gorąco. Dostaliśmy My i maszyny mega w dupę. Drogę powrotną robiliśmy na granicy możliwości sprzętu i zdrowia. Parcie naszej trójki na powrót do domu było tak duże że przejechaliśmy w 7 dni od Tyndy miasta oddalonego prawie 9000km do Polski. Cały czas za kierownicą z licznymi przygodami. Jedno śpi w aucie drugie prowadzi i tak wkoło. Mamy dość. Jarek jechał prawie 13000 km bez wspomagania hamulców jako jedyny kierowca na pokładzie buldoga. Hinek miał poważną awarię silnika 300km przed chitą, ale udało mi się załatwić ewakuator i dobry warsztat. Z Francem i Zibim nie mieliśmy długo kontaktu teraz wiemy że też jadą do domu.
To naprawdę była przygoda życia, dziesiątki nieprzewidzianych zdarzeń na które trzeba było natychmiast reagować. Mogliśmy liczyć tylko na siebie i na mieszkańców.
Dziękuję wszystkim uczestnikom, za ten wspólny miesiąc.
Francowi za organizację i fantastyczne wieczory z gitarą ? szczególnie za kaczmarskiego
Zosi ? za charyzmę i jaką wprowadzała do zespołu.
Wójciowi za potrawy które wieczorami po cichu pichcił jako smakołyki dla wszystkich
Zibiemu za wyznaczanie szlaków w głębokich brodach - zawsze kiedy był, szedł pierwszy
Ewie za uśmiech i pałającą pozytywną energię zawsze machała przez okienko nawet jak tonęli

Mariuszowi za pełną gotowość i chęć pomocy podczas forsowania ciężkiego terenu i oczywiście za kable
Ani za ciepło domowego ogniska. Zawsze dbała abyśmy mieli gorącą herbatę i nie chodzili głodni.
Jarkowi za stoicki spokój jaki towarzyszył mu przez cały wyjazd. Naprawdę tworzyliśmy jeden organizm i mogliśmy na siebie liczyć.
Kasi za pogodę ducha, wdzięk i trzeźwą ocenę sytuacji.
Jankowi za postawę ? to człowiek który złamał najwięcej swoich i auta ograniczeń. Każda kolejna przeszkoda wyznaczała nowe standardy z początku rzeka do pół koła była czymś gdzie Janek mówił ? Nie jadę?, po miesiącu kiedy auta tonęło i wpadało w dryf można było usłyszeć co najwyżej ?Zastanówmy się?
Michałowi ? za wspieranie Janka mimo braku doświadczenia, bez niego mogło by być słabo
Tomkowi ? za znoszenie mnie przez tyle czasu i prawdziwą przyjacielską przygodę
I oczywiście mojej Żonie za pełne wsparcie i zrozumienie.
Wszystkim Rosjanom, którzy zawsze pojawiali się jak z kapelusza z konieczną pomocą. Bez nich nikt by stamtąd nie wrócił.
Mimo tak długiego czasu i tak różnych charakterów nie pozabijaliśmy się co nie znaczy, że nie odbyło się bez konfliktów. Ale w chwilach grozy tworzyliśmy jedność. Nikt z nas nie był tak daleko na tak długo z tyloma osobami. To doświadczenie wiele nas wszystkich nauczyło.
Więcej opiszę w naszych wypocinach które pisaliśmy na stronie, ale muszę dojść do siebie. Spanie po dwie godziny waląc głową w dach samochodu na cudownych rosyjskich drogach nie daje komfortu do regeneracji. Przepraszam czytelników za brak codziennych aktualizacji, ale było to niemożliwe, z wielu przyczyn. Zdjęcia już wszystkie mamy zgrane więc też okrasimy całość fotkami.
Jeszcze raz DZIĘKUJE WSZYSTKIM
Czekamy na pozostałe załogi