Wtorek:
Pobudka byla o 6 czyli normalnie. Start mielismy 50 km od bazy dlatego o wyjechalismy tuz po 7. 8:34 wyruszylismy na trase 80 km odcinka. Góry, podjazdy, szalone zjazdy, nawigacja na azymut i 4 km rzeki po kamorach wielkosci kola od naszego tomcata. Auto dostaje niesamowicie w kość

rozmawiam z nim po drodze i jakos jedzie

80 km zajęło nam nieco ponad 3 godziny. Dobry czas, bo nie mielismy zadnych przygod, no może poza jednym moim błędem

kiedy troszeczke wynioslo mnie na zakrecie i przygielismy zderzak

Cofniecie, tasma za drzewo, wsteczny, i dalej w droge
Po dojechaniu do pierwszej mety dowiedzielismy sie, ze niemiecka karetka wypadla z trasy

Auto do kasacji, kierowca do szpitala

Przerwa pomiedzy odcinkami, ktora miala trwac godzine wydluzyla sie do 2 dajac chlopakom mozliwosc przejrzenia auta.
Okolo 13 ruszylismy na drugi odcinek. Tym razem 140 km. I zaraz na poczatek kolejna rzeka, pod prąd, z tym ze teraz znacznie głębiej i z kaskadami wodnymi dochodzacymi do 80 cm. Trudno na cos takiego podjechac, ale dawalismy rade. Do momentu kiedy wybuchł zbiornik wyrownawczy z ukladu chlodzenia

Telefon do Jacka i decyzja, odcinamy zbiornik, jedziemy bez kontrolujac temperature. Wszystko pieknie ładnie, tylko trzeba bylo uzupelnic wode. Rzeka byla zaledwie kilka metrow od nas, ale nie mielismy... butelki. Wymieniamy 0.25 cole na 1.5 l wody z Francuzami. Uzupelniamy chlodnice nosząc wodę w butelce. Tracimy prawie 1.5 godziny, ale zaraz po tym jedziemy dalej. Doganiamy kilka załóg które zawisły na kaskadach. Mijamy je i jedziemy swoje. Oczy bolą mnie od wpatrywania sie w zegary. Czas leci, zaczyna szarzec a po wjezdzie do lasu jest juz zupelnie ciemno

Diodowe halogeny robią jednak swoje.
Po drodze okazuje się, że namiary na kolejny punkt w żaden sposób nie zgadzają się z rzeczywistością. Tracimy ponad godzinę na znalezienie żurawia przy studni, ktory miast po 240 metrach, jak było w roadbooku znalazł sie po 2.400 metrach. Zero a ile znaczy. Organizator odliczył jednak czas jaki starciliśmy nantym odcinku.
Tuż przed 20 wpadamy na metę i okazuje sie, ze za nami ciagle jest kilka zalog.
Jescze kilka kilometrow i jestesmy w obozie. Wóz do chlopakow, a my z Rafalem, tak jak stalismy do ... Morza Czarnego, ktore od naszych namiotow jest zaledwie 30 m
Woda super, 30 minut prawdziwego relaxu. Pozniej prysznic, mała kolacja i "vivla Pologne" z Francuzami w Long Beach Bar
Środa:
Dzisiaj mamy labę. Start dopiero o 13 i krótki odcinek plaża-gory-nawigacja-plaża i do domu.
Wczoraj odrobilismy ponad godzinę
