Nie takie Piaseczno straszne ... jak rok temu. Złożyło się na to kilka czynników. Pogoda - super, w sobotę zapowiadane burze nie urwały się na chojnowskie lasy, w dniu maratonu również - optymalne, a upały nie dawały się we znaki - wiatr delikatny miejscami było pod, a słońce w lesie nie przeszkadza.
Trasa -poprowadzona inaczej niż na mapie, głownie utwardzonymi dyktami, trochę się pyliło, przez piachy dawałem bez problemów na swoich wąskich, w trzech bagnach się wtopiłem. Rzeczkę pokonałem po kamieniach.
Błędy: zaczepiłem dwa razy o leżące badyle w sekcji błotnej, na trzech zakrętach mnie zniosło - problemy z przyczepnością na sypkim, dwa razy spóźniłem skręt. Pewnie mogłem wycisnąć jeszcze ze 2 minuty ale pojechałem zbyt oszczędnie.
Jeden punkt polewanie z węża przez jednego z właściciela działki (być może miał na uwadze żeby 2600 kół nie rozpyliło mu ścieżki na ogródek).
Doping umiarkowany ale najlepszy przez dziewczyny na 400 m przed metą - naprawdę świetnie motywowały
Delikaty awans do 5 sektora. Artur musi jeszcze popracować nad formą - poza tym zabrakło mu już jadła na paśnikach - chyba delikatnie nie do szacowali liczby startujących. Kolejka przed biurem była długa i jeszcze po 11-tej trwały ostatnie zapisy. Start przesunęli o 15 minut.
Umiarkowanie z wyniku, zadowolony z trasu i pogody.
