Skarżysko-01.09.13.
: 2 września 2013, o 20:41
Krótka kronika z maratonu w Skarżysku-Kamiennym.
Po finiszu Tour de Paris na Champs Elysees pod Łukiem Triumfalnym, 19 godzinnym powrocie przez pół Europy i ciężko przepracowanej sobocie na działce, w nieco barbarzyńskich jak na niedzielę godzinach (po 7-mej) wyruszyliśmy z Jarkiem z Ursynowa na Skarżysko. Po drodze pogoda niepokojąco potwierdzała prognozy i groziła powtórka z wątpliwej rozrywki z ubiegłego roku. Na szczęście niebo okazało się łaskawe i tylko przez ok. 10 minut dość ostro zacinało. Trasa została nieznacznie zmodyfikowana ale główny podjazd i karkołomne zjazdy w wąwozach pozostały - tym razem głębokie koleiny nie były wypełnione błotem i czerwoną wodą a wąskie garby po środku nie były śliską mazią. Dzięki temu uniknąłem upadków a nawet podjechałem wszystkie podjazdy, przeprowadziłem tylko przez 25 m piaskownicy ale ty nie widziałem śladów obon pod ciężarem jeźdźców. No i były upadki; na wiraży szlify na mokrym asfalcie zaraz po starcie, kozioł przez kierownicę przed piaskownicą i poważny wypadek na zjeździe - rana głowy. Raz tylko koło na podjeździe koło podskoczyło mi na kamieniu i po krótkim balansie udało mi się bezpiecznie zeskoczyć z roweru.
Około 40 km morderczy podjazd po bruku a potem jeszcze odcinki po korzeniach i poprzecznych nierównościach dały dobrze w kość i odbierały (wytrząsały) ostanie siły do kręcenia. No i po kolei dołączały się bóle: nadgarstków, pleców, skurcze łydki i uda, a nawet pupa a na koniec jeszcze ciągnęły wiązadła kolan. Jeszcze tak mnie nie ścięło. Dopiero na 3 km przed metą po płaskim i nieco z górki jeszcze zebrałem resztki sił żeby dokręcić i paść za metą na dobre 10 minut.
I tym razem kolega Nowik okazał się lepszy ale w przeciwieństwie do Legionowa tylko o jedną pozycję i już o niecałą minutę.
Następny start planujemy w Rawie Mazowieckiej.
A u mnie na liczniku 4440 km.
Pozdrawiam. 
Po finiszu Tour de Paris na Champs Elysees pod Łukiem Triumfalnym, 19 godzinnym powrocie przez pół Europy i ciężko przepracowanej sobocie na działce, w nieco barbarzyńskich jak na niedzielę godzinach (po 7-mej) wyruszyliśmy z Jarkiem z Ursynowa na Skarżysko. Po drodze pogoda niepokojąco potwierdzała prognozy i groziła powtórka z wątpliwej rozrywki z ubiegłego roku. Na szczęście niebo okazało się łaskawe i tylko przez ok. 10 minut dość ostro zacinało. Trasa została nieznacznie zmodyfikowana ale główny podjazd i karkołomne zjazdy w wąwozach pozostały - tym razem głębokie koleiny nie były wypełnione błotem i czerwoną wodą a wąskie garby po środku nie były śliską mazią. Dzięki temu uniknąłem upadków a nawet podjechałem wszystkie podjazdy, przeprowadziłem tylko przez 25 m piaskownicy ale ty nie widziałem śladów obon pod ciężarem jeźdźców. No i były upadki; na wiraży szlify na mokrym asfalcie zaraz po starcie, kozioł przez kierownicę przed piaskownicą i poważny wypadek na zjeździe - rana głowy. Raz tylko koło na podjeździe koło podskoczyło mi na kamieniu i po krótkim balansie udało mi się bezpiecznie zeskoczyć z roweru.
Około 40 km morderczy podjazd po bruku a potem jeszcze odcinki po korzeniach i poprzecznych nierównościach dały dobrze w kość i odbierały (wytrząsały) ostanie siły do kręcenia. No i po kolei dołączały się bóle: nadgarstków, pleców, skurcze łydki i uda, a nawet pupa a na koniec jeszcze ciągnęły wiązadła kolan. Jeszcze tak mnie nie ścięło. Dopiero na 3 km przed metą po płaskim i nieco z górki jeszcze zebrałem resztki sił żeby dokręcić i paść za metą na dobre 10 minut.
I tym razem kolega Nowik okazał się lepszy ale w przeciwieństwie do Legionowa tylko o jedną pozycję i już o niecałą minutę.
Następny start planujemy w Rawie Mazowieckiej.
A u mnie na liczniku 4440 km.