Zmotka IV od organizatora
: 23 czerwca 2010, o 19:11
Wrażenia organizatora po rajdzie przeprawowym
Cóż szczery ze mnie chłopak, który żyje na tym świecie ponad 40 lat to i pozwolę sobie napisać te parę słów dotyczących nas wszystkich. Naszej off roadowej - przeprawowej małej społeczności.
Od kilku lat organizuję wraz z pracownikami a także kumplami i znajomymi poznanymi dzięki off roadowi kilka imprez przeprawowych i to co tam obserwuje nakłoniło mnie do tych kilku merytorycznych pytań.
Otóż postępujący w sposób dramatyczny proces odmóżdżenia naszego społeczeństwa zaczyna prowadzić nas prosto ku zbydlęceniu i kompletnemu zatraceniu kilku podstawowych wartości.
Po pierwsze tak zwane obszczymurstwo rajdowe. Określenie to zapożyczam od Norberta J. Zbroga, uważając, iż bardzo trafnie określa ono pewne zjawisko.
Chodzi o przybywanie na rajdy i imprezy terenowe załóg, które nie informując organizatorów pozwalają sobie jeździć po trasie pod pretekstem popatrzenia na zmagania innych. Załogi te z reguły powodują największe straty terenowe ( objazdy, parkowanie w miejscach nieuzgodnionych, wybieranie innej drogi ( wszak moje auto tu się nie zmieści itp. itd.) . Czy naprawdę tak trudno jest zadzwonić do orga i spytać się czy można przyjechać popatrzeć? Jeśli nie zezwoli to trudno odpuszczam, jeśli pozwoli przyjadę, pomogę i będę miał swoją radochę. Czy naprawdę w takich sytuacjach pozostaje nam walić prosto w ryj bez ostrzeżenia lub wzywać policję albo straż leśną ? A może pójdziemy dalej. Po prostu wykupimy zezwolenie na broń i będziemy takowym delikwentom przykładali klamkę do łba albo wynajmiemy stado ochroniarzy bez pardonu rozprawiającymi się z takowymi. Takiej chcemy atmosfery na imprezach- proszę bardzo, kwestia dwóch telefonów.
A można i tak: ? Się masz kolego, słabo w tym roku z kasą strasznie chciałbym wpaść popatrzeć, pooddychać atmosferą rajdu, może jest taka możliwość, pomogę, powożę, jak trzeba to dam parę groszy itp. itd.
Można ?
Po drugie sprawa od wielu lat poruszana w czasie imprez czyli alkohol. Niestety nie może być tak, że czasie tzw integracji, bankietu nie mówiąc już o trasie imprezy następuje permanentna najebka załóg. Jacyś szlajający, bijący się po mordach czy wrzeszczący kolesie. Alko jest dla ludzi i nikt nie chce organizować Wam atmosfery rodem z radio M czy spotkań neokatehumenalnych. Jest wręcz przeciwnie czasami alkohol jest wskazany i pomaga ale na litość boską, żeby tak się zbydlęcać ? Czy naprawdę mamy wprowadzić kontrolę Policji i zabieranie prawa jazdy ? Chcecie proszę bardzo. Znowu kwestia kilku telefonów?.
A można i tak: Przyjeżdżam na imprezę integruję się przy piwie lub wódeczce ale wiem, że jutro rano jadę, więc bastuję. W czasie imprezy czy bankietu nie chleję jak świnia aż do wyrzygania tylko kiedy czuję, że mam dość to się po prostu wywracam. Na trasie używam napojów bezalkoholowych ( tyczy się pilota również ) i znowu wieczorem mogę spokojnie napić się piwa. A jeżeli nawet już przesadziłem to spokojnie się wysypiam aby wywietrzały nadmiary promili.
Można ?
Po trzecie trasa i roadbook . Jako organizator mogę Was tylko prosić o to aby przestrzegać tego co jest napisane w roadbooku i regulaminie imprezy. Jeżeli jest napisane jechać rzeką to na jaką cholerę jakieś cymbały podbijają pieczątki dojeżdżając brzegiem po łąkach czy zbożach ? No na jaką ? dla tego pucharku za 20 zł ? I nie są to tzw. obszczymurki bo na trawie wyraźnie widać ślady simexów czy boggerów. Na jaką cholerę również masakrujemy drzewa kiedy inni przejeżdżają tam długim unimogiem nawet się o nie nie ocierając ?
Czy naprawdę mamy wszystko wkoło otaśmować, obstawić sędziami i karać finasowo za jakiekolwiek przekroczenia ? Nie chcecie jeździć po rzece- to nie- przeniesiemy nasze zmagania na żwirownie i otaśmowane bagienka za gospodarstwem gdzie bez ładu i składu będą wisiały pieczęcie i wtedy będzie fajnie. Albo wytaśmujemy odpowiednio wąski przejazd przez bagno gdzie i tak wszyscy będą musieli się ciągnąć.
I nie interesują mnie tłumaczenia bo moje auto jest za duże i się nie mieści. To po prostu zrezygnuj z tych pieczątek albo ciągnij się na boku. Albo zbuduj inne auto. Drzewo jest naturalną przeszkodą, którą należy ominąć a nie połamać.
A można i tak:
Halo Panie organizatorze mamy problem przed nami w rzece stoi zdefektowany samochód. Jest może jakiś sposób na ominięcie go? Zaraz zadzwonię do właściciela ? coś wykombinujemy. Może da się wyjechać skrajem pola? Poczekaj proszę 5 minut.
Można ?
Po czwarte wyścig i ciśnienia. W rajdach czy imprezach przeprawowych kwintesencją winien być teren i to co tam spotkamy. Powinniśmy tam znaleźć odpowiedź na pytanie jak mocną maszyną i odpornością psychofizyczną dysponujemy jako załoga. To co obserwuję od kilku lat na rajdach przeprawowych to zaciśnięte usta, pędzenie po lesie z prędkością 80km/h, napinanie lin na próbach, wzajemne darcia na siebie mordy. Zaślepienie wynikiem za wszelką cenę. Po co ? Po puchar za 20 zł? Po sławę ? Wśród kogo ? Byłych kolegów czy internetowej gawiedzi? Ludzie opamiętajcie się . Przeprawówki to nie są takie imprezy. Od tego macie zawody, rajdy typu maratony czy trophy i tam się ścigajcie. U nas starajcie rozprawić się z terenem a nie z przeciwnikami. Czy naprawdę mamy wprowadzić zasadę puchar za pierwsze miejsce dla wszystkich, czy połączenie brydża z off roadem albo losowanie ?
Chcecie ? Proszę bardzo- kwestia odpowiednio napisanego regulaminu.
A można i tak: Jadę spokojnie całą trasę ile zrobię tyle zrobię naprawdę nie muszę wszystkiego opycić w 6 godzin. Za to mogę popatrzeć na przyrodę, pogadać z ludźmi, znaleźć KODY na drzewach (-:, komuś pomóc- znam kilka takich załóg a przykładem podstawowym są tu zeszłoroczni triumfatorzy cyklu PLP w klasie PL3 czyli załogi Rufia i Marysi oraz Cichego i Szczura. Wynik ma przyjść przy okazji a kiedy przyjdzie gwarantuje Wam, że satysfakcja będzie podwójna.
Można ?
I po piąte wreszcie dokąd zmierzamy czyli nasza wspólna terenowa przyszłość . Bardzo mądrze powiedział to Maney. Przeprawówki giną. Za kilka lat w ogóle ich nie będzie
( konsekwencje geopolityczne, ekologiczne itp., itd ) I tylko naszą postawą możemy przedłużyć im życie. I tak długo jak wiara ( tej!) tego nie zrozumie tak proporcjonalnie szybko znikniemy ze świata off road. Ja szukam w off roadzie przeprawowym zupełnie czegoś innego i głęboko wierzę, że takich ludzi jest więcej. Nie znaczy to, że moja postawa jako zawodnika jest idealna- sam miewam ciśnienia i wydrę japę na pilota albo czasami oprę się o drzewo, nie mówiąc już o alkoholu. Staram się to jednak zmieniać bo wiem, że nasz czas jako przeprawowców jest ograniczony. Może jednak warto czasami to wszystko przemyśleć a nie tylko patrzeć na bajecznie szybki i kolorowy świat z telewizji, internetu czy innych mediów. Oczywiście możemy zrobić i tak: Ciche ustawki tylko dla znajomych we wspaniałym terenie, o których zawiadamiamy się pocztą pantoflową ale stracimy wtedy to co najważniejsze- możliwość poznawania nowych fajnych, zakręconych równie jak my ludzi. Podejrzewam, że inni organizatorzy mają mają podobne odczucia do moich aczkolwiek oczywiście mogę się mylić, gdyż wszystkich rozumów nie pozjadałem i nie organizuję najlepszych imprez w strefie rubla transferowego. Ja po prostu po imprezie nie chcę czuć się kompletnie pozbawiony sensu tego co robię- bo o pieniądzach naprawdę nie ma co tu wspominać.
A może można by było tak:
Organizuję imprezę, na którą przyjeżdżają różne załogi. I te bardziej doświadczone i te mniej. W różnych pojazdach i w potworach i seryjnych i wszyscy się dobrze bawią. Wszyscy to znaczy również mieszkańcy, leśnicy, właściciele gruntów oraz organizatorzy. I pozostają po niej tylko dobre wspomnienia a nie trauma i hasło po nas choćby potop.
Można ?
Może można tylko trzeba kur?a chcieć.
Marcin Francuz
Tekst ten powstał po imprezie terenowej IV Zmotka Długosiodło, która w świecie internetowym została doskonale przyjęta i określona mianem wspaniałej zabawy w miłej atmosferze oraz świetnej organizacji.
Warszawa 22 czerwca 2010
PS Moje PW jest czynne- czekam na deklarację wszystkich, do których może coś dotrze .......
Cóż szczery ze mnie chłopak, który żyje na tym świecie ponad 40 lat to i pozwolę sobie napisać te parę słów dotyczących nas wszystkich. Naszej off roadowej - przeprawowej małej społeczności.
Od kilku lat organizuję wraz z pracownikami a także kumplami i znajomymi poznanymi dzięki off roadowi kilka imprez przeprawowych i to co tam obserwuje nakłoniło mnie do tych kilku merytorycznych pytań.
Otóż postępujący w sposób dramatyczny proces odmóżdżenia naszego społeczeństwa zaczyna prowadzić nas prosto ku zbydlęceniu i kompletnemu zatraceniu kilku podstawowych wartości.
Po pierwsze tak zwane obszczymurstwo rajdowe. Określenie to zapożyczam od Norberta J. Zbroga, uważając, iż bardzo trafnie określa ono pewne zjawisko.
Chodzi o przybywanie na rajdy i imprezy terenowe załóg, które nie informując organizatorów pozwalają sobie jeździć po trasie pod pretekstem popatrzenia na zmagania innych. Załogi te z reguły powodują największe straty terenowe ( objazdy, parkowanie w miejscach nieuzgodnionych, wybieranie innej drogi ( wszak moje auto tu się nie zmieści itp. itd.) . Czy naprawdę tak trudno jest zadzwonić do orga i spytać się czy można przyjechać popatrzeć? Jeśli nie zezwoli to trudno odpuszczam, jeśli pozwoli przyjadę, pomogę i będę miał swoją radochę. Czy naprawdę w takich sytuacjach pozostaje nam walić prosto w ryj bez ostrzeżenia lub wzywać policję albo straż leśną ? A może pójdziemy dalej. Po prostu wykupimy zezwolenie na broń i będziemy takowym delikwentom przykładali klamkę do łba albo wynajmiemy stado ochroniarzy bez pardonu rozprawiającymi się z takowymi. Takiej chcemy atmosfery na imprezach- proszę bardzo, kwestia dwóch telefonów.
A można i tak: ? Się masz kolego, słabo w tym roku z kasą strasznie chciałbym wpaść popatrzeć, pooddychać atmosferą rajdu, może jest taka możliwość, pomogę, powożę, jak trzeba to dam parę groszy itp. itd.
Można ?
Po drugie sprawa od wielu lat poruszana w czasie imprez czyli alkohol. Niestety nie może być tak, że czasie tzw integracji, bankietu nie mówiąc już o trasie imprezy następuje permanentna najebka załóg. Jacyś szlajający, bijący się po mordach czy wrzeszczący kolesie. Alko jest dla ludzi i nikt nie chce organizować Wam atmosfery rodem z radio M czy spotkań neokatehumenalnych. Jest wręcz przeciwnie czasami alkohol jest wskazany i pomaga ale na litość boską, żeby tak się zbydlęcać ? Czy naprawdę mamy wprowadzić kontrolę Policji i zabieranie prawa jazdy ? Chcecie proszę bardzo. Znowu kwestia kilku telefonów?.
A można i tak: Przyjeżdżam na imprezę integruję się przy piwie lub wódeczce ale wiem, że jutro rano jadę, więc bastuję. W czasie imprezy czy bankietu nie chleję jak świnia aż do wyrzygania tylko kiedy czuję, że mam dość to się po prostu wywracam. Na trasie używam napojów bezalkoholowych ( tyczy się pilota również ) i znowu wieczorem mogę spokojnie napić się piwa. A jeżeli nawet już przesadziłem to spokojnie się wysypiam aby wywietrzały nadmiary promili.
Można ?
Po trzecie trasa i roadbook . Jako organizator mogę Was tylko prosić o to aby przestrzegać tego co jest napisane w roadbooku i regulaminie imprezy. Jeżeli jest napisane jechać rzeką to na jaką cholerę jakieś cymbały podbijają pieczątki dojeżdżając brzegiem po łąkach czy zbożach ? No na jaką ? dla tego pucharku za 20 zł ? I nie są to tzw. obszczymurki bo na trawie wyraźnie widać ślady simexów czy boggerów. Na jaką cholerę również masakrujemy drzewa kiedy inni przejeżdżają tam długim unimogiem nawet się o nie nie ocierając ?
Czy naprawdę mamy wszystko wkoło otaśmować, obstawić sędziami i karać finasowo za jakiekolwiek przekroczenia ? Nie chcecie jeździć po rzece- to nie- przeniesiemy nasze zmagania na żwirownie i otaśmowane bagienka za gospodarstwem gdzie bez ładu i składu będą wisiały pieczęcie i wtedy będzie fajnie. Albo wytaśmujemy odpowiednio wąski przejazd przez bagno gdzie i tak wszyscy będą musieli się ciągnąć.
I nie interesują mnie tłumaczenia bo moje auto jest za duże i się nie mieści. To po prostu zrezygnuj z tych pieczątek albo ciągnij się na boku. Albo zbuduj inne auto. Drzewo jest naturalną przeszkodą, którą należy ominąć a nie połamać.
A można i tak:
Halo Panie organizatorze mamy problem przed nami w rzece stoi zdefektowany samochód. Jest może jakiś sposób na ominięcie go? Zaraz zadzwonię do właściciela ? coś wykombinujemy. Może da się wyjechać skrajem pola? Poczekaj proszę 5 minut.
Można ?
Po czwarte wyścig i ciśnienia. W rajdach czy imprezach przeprawowych kwintesencją winien być teren i to co tam spotkamy. Powinniśmy tam znaleźć odpowiedź na pytanie jak mocną maszyną i odpornością psychofizyczną dysponujemy jako załoga. To co obserwuję od kilku lat na rajdach przeprawowych to zaciśnięte usta, pędzenie po lesie z prędkością 80km/h, napinanie lin na próbach, wzajemne darcia na siebie mordy. Zaślepienie wynikiem za wszelką cenę. Po co ? Po puchar za 20 zł? Po sławę ? Wśród kogo ? Byłych kolegów czy internetowej gawiedzi? Ludzie opamiętajcie się . Przeprawówki to nie są takie imprezy. Od tego macie zawody, rajdy typu maratony czy trophy i tam się ścigajcie. U nas starajcie rozprawić się z terenem a nie z przeciwnikami. Czy naprawdę mamy wprowadzić zasadę puchar za pierwsze miejsce dla wszystkich, czy połączenie brydża z off roadem albo losowanie ?
Chcecie ? Proszę bardzo- kwestia odpowiednio napisanego regulaminu.
A można i tak: Jadę spokojnie całą trasę ile zrobię tyle zrobię naprawdę nie muszę wszystkiego opycić w 6 godzin. Za to mogę popatrzeć na przyrodę, pogadać z ludźmi, znaleźć KODY na drzewach (-:, komuś pomóc- znam kilka takich załóg a przykładem podstawowym są tu zeszłoroczni triumfatorzy cyklu PLP w klasie PL3 czyli załogi Rufia i Marysi oraz Cichego i Szczura. Wynik ma przyjść przy okazji a kiedy przyjdzie gwarantuje Wam, że satysfakcja będzie podwójna.
Można ?
I po piąte wreszcie dokąd zmierzamy czyli nasza wspólna terenowa przyszłość . Bardzo mądrze powiedział to Maney. Przeprawówki giną. Za kilka lat w ogóle ich nie będzie
( konsekwencje geopolityczne, ekologiczne itp., itd ) I tylko naszą postawą możemy przedłużyć im życie. I tak długo jak wiara ( tej!) tego nie zrozumie tak proporcjonalnie szybko znikniemy ze świata off road. Ja szukam w off roadzie przeprawowym zupełnie czegoś innego i głęboko wierzę, że takich ludzi jest więcej. Nie znaczy to, że moja postawa jako zawodnika jest idealna- sam miewam ciśnienia i wydrę japę na pilota albo czasami oprę się o drzewo, nie mówiąc już o alkoholu. Staram się to jednak zmieniać bo wiem, że nasz czas jako przeprawowców jest ograniczony. Może jednak warto czasami to wszystko przemyśleć a nie tylko patrzeć na bajecznie szybki i kolorowy świat z telewizji, internetu czy innych mediów. Oczywiście możemy zrobić i tak: Ciche ustawki tylko dla znajomych we wspaniałym terenie, o których zawiadamiamy się pocztą pantoflową ale stracimy wtedy to co najważniejsze- możliwość poznawania nowych fajnych, zakręconych równie jak my ludzi. Podejrzewam, że inni organizatorzy mają mają podobne odczucia do moich aczkolwiek oczywiście mogę się mylić, gdyż wszystkich rozumów nie pozjadałem i nie organizuję najlepszych imprez w strefie rubla transferowego. Ja po prostu po imprezie nie chcę czuć się kompletnie pozbawiony sensu tego co robię- bo o pieniądzach naprawdę nie ma co tu wspominać.
A może można by było tak:
Organizuję imprezę, na którą przyjeżdżają różne załogi. I te bardziej doświadczone i te mniej. W różnych pojazdach i w potworach i seryjnych i wszyscy się dobrze bawią. Wszyscy to znaczy również mieszkańcy, leśnicy, właściciele gruntów oraz organizatorzy. I pozostają po niej tylko dobre wspomnienia a nie trauma i hasło po nas choćby potop.
Można ?
Może można tylko trzeba kur?a chcieć.
Marcin Francuz
Tekst ten powstał po imprezie terenowej IV Zmotka Długosiodło, która w świecie internetowym została doskonale przyjęta i określona mianem wspaniałej zabawy w miłej atmosferze oraz świetnej organizacji.
Warszawa 22 czerwca 2010
PS Moje PW jest czynne- czekam na deklarację wszystkich, do których może coś dotrze .......