The World's most dangerous road

Dyskusjue rowerowe na tematy techniczne, ogólne i sprzętowe
Awatar użytkownika
Nowik
Posty: 758
Rejestracja: 15 stycznia 2008, o 09:14

The World's most dangerous road

Post autor: Nowik »

Jak ktoś się znudził maratonami, to może przesiadka na konkurencje grawitacyjne (fragmenty artykułu jednego z uczestników - Polaka).

"Zdumiewające jest to, że ta droga mając taką "śmiercionośną" historię nadal funkcjonuje. Jest szerokości drogi osiedlowej, wyscielona pyłem skalnym, kamieniami nierzadko wielkości futbolówki. Przechodzi pod wodospadami i nad urwiskami, do których nawet strach podchodzić. W czasie deszczu trudno złapać równowagę nawet na nogach... Mimo to jeżdżą po niej autobusy, TIR-y, i cała masa innych pojazdów tworząc kilkugodzinne zatory. Parę lat temu
została zamknięta, potem znów otwarta, później zmieniono zasady poruszania: do południa w dół, po południu do góry...

Stoimy na wysokości 3900 m n.p.m. i słuchamy zasad przetrwania. Przed nami 65km szalonego pościgu za własnym cieniem, żeby w końcu stanąć w Coroico - dżunglowej saunie na wysokości 1295 m n.p.m. W końcu ruszyliśmy w dół. Spuszczeni jak wściekłe psy ze smyczy...
Droga zawieszona pomiędzy pionową ścianą a przestrzenią.... Jest tak wysoko, że nie można rozpoznać kształtów w dole. Czasami widać wrak jakiegoś samochodu. Co jakiś czas mijamy krzyże. Stoją pojedyńczo, albo całymi grupami. To budzi respekt dla tego miejsca. Bo tu giną wszyscy....
Mam dziwne wrażenie, że coś jest nie tak. Gdy pojawia się z naprzeciwka jadąca ciężarówka jestem zmuszony ominąć ją po lewej stronie. Od urwiska. Kierowca jakby nie liczył się ze mną zupełnie i przykleił się do zbocza. Trudno. Nie ma na to czasu. Pruję dalej w dół. Coraz szybciej. Przyzwyczajam się do roweru... Już czuję się wyluzowany, już czuję rower. Widzę ostry zakręt w prawo. Składam się. To chyba najszybszy zakręt do tej pory. W połowie okazuje się, że było posłuchać wykładu. Do góry pruje mikrobus wyładowany tubylcami. Z przodu ma przyzwoite stalowe orurowanie. Do tej pory myslałem, że to modny bajer. Jakże się myliłem. Bus jedzie oczywiście moją stroną i nie muszę dodawać, że w tamtym ułamku sekundy nawet nie łudziłem się, że uda się go uniknąć. To był właśnie "mój bus".
Mijanie go nie miało sensu, ponieważ jedyna wolna strona po odśrodkowej zakrętu, co skończyłoby się wykatapultowaniem mnie w otchłań przepaści. Tak, więc przywaliłem mu centralnie w maskę bijąc reflektory, szybę i urywając wycieraczki. Mówi się, że pijanemu nic się nie stanie. Może moja euforia była moim pijaństwem, bo wyszedłem z tego bez najmniejszego szwanku. Dalej pojechałem bogatszy o jedno zadrapanie i o swiadomość, że tutaj jest ruch lewostronny.

Droga ma 80km i łączy wysokogórską część Boliwii z Amazońską dżunglą.
Właściwa "Death Road" to odcinek długości 65km. Średnie nachylenie trasy to ponad 20%. Zakrety prawie 160 stopni, szerokość max. 3m, brak barierek. Ten swoisty "kontynentalny Trójkąt Bermudzki" potrafi uśmiercić do 350 istnień ludzkich w przeciągu roku".

Dobre. Są chetni?
Wkrótce kolejne ciekawe oferty :wink:
...kto nie był w Nowinach, to nie był nigdy na maratonie??
Awatar użytkownika
imbir
Posty: 994
Rejestracja: 13 stycznia 2008, o 20:50

Re: The World's most dangerous road

Post autor: imbir »

Fajnie jakby zrobili tam etap TDF :-) Kiedyś krążyły w sieci zdjęcia tej drogi. Nie wygląda to dobrze...
Kolarstwo to nie jest gra. Kolarstwo to jest sport. Twardy, ciężki, który wymaga wiele wyrzeczeń. Można grać w piłke, tenisa lub hokeja. Ale nie można grać w kolarstwo.
Jean de Gribaldi
ODPOWIEDZ