Ostatnio patrzę na tętno i wychodzi mi następująco
rano jak startuję do roboty to tętno mam na poziomie poniżej 100
Po południu jak wracam średnio startuję na poziomie 110
jadąc trekiem (spokojnie) z prędkością trochę ponad 20 km/h tętno mam 130-131 (niezależnie od pory dnia)
na góralu też leciutko jadąc tętno wali mi grubo ponad 140 co mnie trochę szokuje....
teraz opony:
na treku mam Authory Rolling Stone 28x1,7 dla mnie naprawdę fajne, niezłe na asfalcie, trochę myszkują w terenie ale już się przyzwyczaiłem
na góralu mam Maxxisy Cross Mark z drutem 29x2,1 waga chyba ponad 630 g oplot 60 TPI. Dla mnie gehenna. Opony naprawdę fajne w terenie, z uśmiechem robię łachy piachu i podjazdy. No niestety wkurza mnie ich prędkość... Muszę się strasznie namordować żeby rozpędzić je po asfalcie do 30 km/h i przez to wali mi te straszne tętno.
W lesie, po szutrach fajnie idą, one się wręcz wgryzają w glebę i rzeczywiście sypią piaskiem w twarz (nawet przy mojej jeździe). Minusem jest to, że nie potrafię ich tam rozpędzić powyżej 22 km/h.
Taka jazda nie jest zła o ile nie startuję w zawodach gdzie zależy mi na czasie i mam określony dystans. Zasadniczo, nie mogę na tych oponach odpocząć i jakbym się nie starał to i tak jadę na nich z tętnem powyżej 140. No i jeszcze test z górki po asfalcie. Wczoraj na góralu z górki jechałem 24 km/h (na Maxxisach - z ciśnieniem około 3 atm). Dzisiaj na treku z tej samej górki leciałem 36 km/h z ciśnieniem 4 atm.Różnica jest ogromna...
Co planuję... Chyba przesiądę się na Schwalbe i tutaj mam zagwozdkę i dwa wyjścia albo założę na obręcze Smart Samy 29x1,75 drut o wadze chyba 540 albo...
wkurzonego Freda (FF) 29x2,0 waga 360g. FF znalazłem po jakieś 170 PLN za sztukę (choć sporo sklepów krzyczy 230), SS to wydatek chyba 80 za sztukę.
Chcę odzyskać frajdę z jazdy, jedyne czego się boję, to to że FF są bardzo cienkie no ale mają 127 EPI, co jak przypuszczam mówi o gęstości oplotu. Cholernie drogie... ale skoro kupiłem rower do maratonów i fajnie mi się na nim jeździ, to nie chcę aby stał w piwnicy. Trochę to wkurza.
No dobra co radzicie?
Na SS przypuszczam, że będę miał podobne parametry jazdy co na Authorach z treka (to wyjście bezpieczne bo na takich oponach dobrze się czuję i już na nich jeździłem w maratonach (czasami nawet awansowałem między sektorami)). FF to wysoka klasa, szybkie opony i wydaje mi się, że świetne na Mazowieckie maratony. W Beskidach pewnie założyłbym Maxxisy ale tutaj FF powinny dać dużo radości. To co mnie blokuje, to to że są szerokie - 2,0 a więc większe opory toczenia jednak znalazłem test na jednaj ze stron, że FF kosztują 19,9 Watt energii podczas gdy SS o szerokości 2,1 aż 28,9 Watt. Czyli wygrywają FF przy podobnych parametrach.
No i ostatnia rzecz ... boję się, że przy mojej wadze będę ją ciągle przebijał... Jednak na forach jeżeli już ktoś coś pisze o przebiciach to już bardziej o sytuacjach ekstremalnych gdzie i tak by chyba nic nie pomogło (drut kolczasty, rozbita butelka, pieprznięcie z dużą prędkością w krawężnik)
Brać SS czy FF?
dajcie znać bo w niedzielę Lublin a strasznie wkurzony jestem za ten Wyszków i mam ochotę na rewanż
