witam wszystkich serdecznie
udało się szczęśliwie wrócić. Faktycznie przygód mieliśmy masę, od "drobnych osunięć" w czeluście do "delikatnych" boków i awarii technicznych, niech wymienię tylko te najpoważniejsze: reduktor w pajero holowanie na linie dwa dni naprawy, 900eyro

wymiana tylnej klapy na rumuńskim szrocie i lampy i prowizoryczne spawanie zderzaka. Następnie gela, to ten wóz co się nie psuje, prawda Darku

przy podjeździe okazało się że całkiem nowe wisko całkiem przestało działać i gdyby nie el. wentylator to byśmy pod byle jaką górkę nie podjechali, wyrwany snoorkel, przednia szyba, i lekko stuningowany prawy bok

, a i zapomniał bym o całkiem wypadniętym krzyżaku i odkręcaniu na szybko przedniego wału, o takich drobnostkach jak awaria świateł mijania nie warto nawet wspominać

Jerry tylko wyciek z pompy wspomagania, dobrze że się chłopina w porę zorientował i płyn uzupełniliśmy, bo gdyby nie to po przejechaniu trans alpiny i trans forgraskiej bez wspomagania to był by inny Jerry

a i bez klimy jeszcze bo cuś tam powyżej 2000 obrotów klimę wyłączało
I pragnę w tym miejscu wspomnieć że wszystkie auta były po "przeglądzie" śmiechu warte. Ale cóż przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda
No ale koniec narzekania. Przejechaliśmy po samej Rumunii 2400 km w 18 dni, wyprawa super dużo zwiedziliśmy, dużo znajomości zawarliśmy, dużo wypiliśmy palinki, ciepła fuj, dużo wypaliliśmy itd itp. Kilka razy, często w momencie awarii poznawaliśmy ludzi którzy dużo nam pomagali i pokazywali bardzo ciekawe drogi i ścieżki które normalnie są zamknięte dla turystów, np wjazd do parku narodowego na campa gdzie jerry kilka razy pytał czy na pewno wjeżdżamy bo minęliśmy kilka znaków zakazu wjazdu i zakazu ruchu, no ale jak ranger pozwolił to jedziemy, i pojechaliśmy, ślicznie, pięknie, super.
Nawiązaliśmy bardzo fajny kontakt z klubem 4x4 z viseu de sus, bardzo fajne chłopaki, dwa dni wyciągali pajero z czeluści, potem zaprosili nas do domu, nakarmili napoili

, grubo było i grosza nie wzięli, jeszcze ich babcie co i rusz donosiły domowe smakołyki, takich ludzi już coraz mniej niestety.
Jak się troszkę ogarniemy to wrzucę zdjęcia żeby choć troszkę pokazać klimat wyprawy.
I już w tym miejscu proponuję wyjazd przyszłoroczny: Albania i Macedonia. Termin jeszcze do ustalenia, ale na pewno 3 tygodnie, chętni mogą tak jak jerry z Gosią dojechać tylko na dwa, bądź na jeden.
Zdjęcia wkrótce.
P.S. trans alpina wyasfaltowana już calusieńka
