Halo, halo jest tu kto? Czy uj tu zimuje?
Anyway, dzień 4.
Wczesne przedpołudnie nieco mi umknęło, gdyż wódka poprzedniego wieczora była smaczna i pożywna... Podobno było jakieś muzeum Czesława Niemena, ale mówili, że lipa, więc nie bardzo żałuję, że przespałem.
Po aparat sięgnąłem dopiero, na tzw. Białoruskich Malediwach. W zasadzie jest to zalane wielkie wyrobisko po odkrywkowej kopalni kredy. Lazur wody, kredowe zbocza i błękitne niebo, jakie nam się trafiło, faktycznie robią wrażenie w kraju płaskim jak stół, niezbyt zalesionym (przynajmniej w części, którą widzieliśmy) i zdominowanym przez kołchoźne monokultury ? czyli niezbyt obfitującym w zapierające dech widoki.
W dalszej drodze odwiedziliśmy ukryty w lesie grób 40 polskich powstańców, o którym Orzeszkowa pisze w "Nad Niemnem". W mogile spoczywają wraz z towarzyszami broni Jerzy Bohatyrowicz i Andrzej Korczyński.
Te ruiny w tle, to ponoć pozostałości po dworku Orzeszkowej. Teraz grunt ten ktoś kupił, ogrodził płotem z blachy falistej i postawił jakąś maszkarę z suporeksu... Ciekawe, co z tego będzie dalej...?
Jesteśmy nad Niemnem (wędkarze częstują nas rybką z kotła) i dalej w klimatach z "Nad Niemnem": przerwę obiadową robimy nieopodal grobu Jana i Cecyli. Krótkie info z internetów:
W powieści Elizy Orzeszkowej: ?Nad Niemnem? motyw mogiły ma charakter symboliczny i pełni w utworze zasadniczą rolę ? jest swoistym uczestnikiem wydarzeń, spaja akcję, łączy postawy bohaterów i zaciera różnice między nimi oraz ostatecznie likwiduje konflikty.
Mogiła mitycznych założycieli rodu Bohatyrowiczów, usypana pod prastarym dębem, jest otoczona szczególnym kultem i dbałością przez kolejne pokolenia. Wiąże się z nią legenda o Janie i Cecylii, parze kochanków, którzy wywodzili się z różnych stanów i dzięki ciężkiej pracy, miłości, jaka ich łączyła oraz wzajemnemu wsparciu zdołali wybudować na miejscu dzikiej puszczy okazałą i bogatą osadę. W zamian za swoje zasługi otrzymali od króla Zygmunta Augusta tytuł szlachecki. Mogiła Jana i Cecylii przypominała ich potomkom o świetności ich rodu oraz niejako sankcjonowała i uświęcała rolę zaścianka w historii nadniemeńskiej ziemi.
Na zakończenie wyjazdu jedziemy do Grodna. Tu budynek opery
Wrażenie robi przede wszystkim katedra.
Miasto ogólnie zaskakuje czystością i porządkiem, ulice pozamiatane, klomby obsadzone kwiatkami, park wycackany (jeśli przymknąć oko na napuchniętego zdechłego psa w sadzawce).
Resza zdjęć tutaj
Warto było pojechać i zweryfikować sobie swoje wyobrażenia o tym kraju. Większości kojarzy on się z groteskowym kołchoźnym dyktatorem z kretyńską zaczeską i niemodnym wąsem oraz z biedą. Portretów "Łukasza" ani żadnych innych rekwizytów, ktre miałyby świadczyć o kulcie jednostki, nie wiedzieliśmy.
A bieda? Owszem, poza większymi miastami, na wsiach bogato nie jest - delikatnie mówiąc. Ale widoki te kojarzyły mi się raczej ze skromnością niż z biedą. W wioskach, przez które przejeżdżaliśmy, królują malutkie drewniane domki, jaki u nas zobaczyć można w skansenach lub - w zdezolowanym stanie - na polskiej ścianie wschodniej. Tam stoją nadal utrzymywane w sprawnym i zadbanym stanie. Tylko strzechy zastąpił falisty eternit, a ogrzewanie gwarantuje ruski gaz wartko płynący żółtymi rurkami. porozwieszanymi w powietrzu od chałupy do chałupy. Pewnie nikomu się tam nie przelewa, ale ludzie dbają jak mogą i o siebie i o obejścia. Trudno było znaleźć jakieś rudery, zagracone posesje, syf, jaki u nas potrafią robić ludzie, którym wszystko jedno.
Z miast widzieliśmy tak naprawdę tylko Nowogródek i Grodno. Z tego drugiego zapamiętam porządek, zabytki, miejski festyn i mnóstwo młodych ludzi na ulicach - z przewagą (jak mi się wydawało) dziewczyn. I to takich, dla których warto wybrać się do Grodna jeszcze raz
