Się nie odzywałem bo VII etap zakończył się dla nas bardzo późno wieczorem i czasu nie było ani na filmik ani na relację a potem to już wiadomo

etap VIII i bankiet i 32 godziny w Iveco z Zibcarem na lawecie to nie było szans. Ale już w domu. Dotarliśmy w poniedziałek o 8 rano do Babic i teraz jestem przy kompie. No cóż tym razem się nie udało ale kto wie ..... ? Może za rok. Na VII etapie, który był piękny i wiódł przez góry na 15 km przy prędkości około 70 km/h uderzyliśmy w kamyk, który dosłownie rozpołowił wahacz i wyrwał nam tylny wał. Wahacz musiał już dostać na maratonie i był osłabiony bo ten kamyczek był naprawdę malutki

Zanim odkręciliśmy wał, zamocowaliśmy most pasami i skręciliśmy wszystko to minęło z 50 minut i koniec marzeń o podium. Musieliśmy jeszcze dokończyć etap czyli pokonać prawie 65 km po górach z czego prawie 3 kamienną rzeką. Do campu dotarliśmy po nocy i trzeba było reanimować Zibcara. Marcin stanął na wysokości zadania i już w nocy auto było jak nowe. Zibi troszkę pokolendował tak, że na starcie finałowego etapu musiał troszkę podrzemać coby sędziowie się nie dziwili

Ostatni etap był piękny i były nawet dwie próby w taśmach, na których daliśmy popis szybkiej magamowej jazdy jednaj odrobić prawie 1,5 godziny do pudła nie było jak. W związku z tym odpuściliśmy dziewuchom stresu ( Carmen ze Słowenii i Francois z Francji ) i dalej jechaliśmy relaksowo aby finalnie stanąć 100 metrów przed metą i nie bacząc na czas rytualnie uściskać się w morzu - budząc przy tym przerażenie organizatorów ( no bo przecież czas, czas ). Ten Balkan to niewątpliwie jeden z najtrudniejszych i najbardziej profesjonalnie zorganizowanych przedsięwzięć off roadowych, w jakich miałem zaszczyt brać udział. Czapki z głów przed Aleksem Kovatchevem i międzynarodową ekipą orgów. Jeśli tylko zdrowie pozwoli będę tam jeździł co roku bo pojechanie takiego rajdu to jak pokonanie TLT, Poland Trophy (całego cyklu łącznie z H6

) i Magamu w jednym. Tylko takiej jednej zmotowej próby mi tam brakuje. Takiej troszkę dłuższej niż 100 metrów

Aha i być może Breslau Poland nieco się zmieni ale na razie sza.........
Dzięki za wsparcie i telefony - dodawały nam energii i motywacji do jazdy. A jazdy było cały ogrom. Ponad 900 km w terenie ( w terenie zaznaczam a nie w kukurydzy ) Góry, góry, góry, płaskowyże, kapitalne zagubione wioski no i finalnie Morze Czarne. Zarówno czołówka cross country jak czołówka ekstremu to załogi naprawdę dające radę a maraton kompletnie nie polega na tym aby np. Gratem pycić 120 km/h bo przy takim skomplikowaniu nawigacji po prostu nigdzie się nie trafi. To nie poligon drawski tylko naprawdę wymagające bułgarskie góry, które jak zapowiedział Aleks przed rajdem ZAWSZE będą silniejsze niż nasze maszyny. Setki impresji i wspomnień są moje i nie dokupienia za żadne pieniądze. Mnóstwo znajomości i być może na Zmocie poznamy naszych nowych znajomych z Francji, Włoch, Albanii, Austrii, Niemiec - zobaczymy. Filmik połączony 7 i 8 etap po południu
