Niesamowita trasa połączona z bardzo dobrą organizacją
Zaczne od trasy
Leje po bombach to jedna z tych prób których się nigdy nie zapomina

- tak trzymac panowie
O mega wykrzyżach kilka pieczątek wczesniej, jak też piaskowych jamach nie wspomne
Byłem zachwycony oznakowaniem trasy, strzałkami wskazującymi próby, jak też ilością powieszonych taśm
To ja ułomny pod wzgledem czytania road booka i odszyfrowywania mapek z rozmieszczeniem pieczątek nie byłem w stanie w ani jednym miejscu sie pomylić
Pilot zaś zajmował się tym czym powinien - wbijaniem pieczątek i filmowaniem (nie licząc biegania z kinetykiem w woderach żecz jasna

)
A to takie proste - z lewej taśmy żółte z prawej czerwone i do przodu
Piątka z plusem
ps. ale kamieni to było mało
Organizacja
Osobiście nie jestem za bardzo OSowy, ale to iż po zrobieniu każdej z pętli wracało się na żwirownie i robiąc bądź nie czasówke mozna było ruszyć na kolejną pętle jest bardzo dobrym rozwiązaniem (oczywiście w warunkach gdy dojazdówka na następną pętle ma średnio kilometr)
O jedzonku w tym czasie wspominano wcześniej
Nie mierzyłem ale najdłuższy dystans miedzy pieczątkami po wjechaniu na trase nie przekraczał chyba 500 metrów
To też bardzo mnie cieszyło
Wszyskich jadących po trasie aby nie poleźli gdzieś w szkodę bacznie obserwował właściciel tych gruntów którego kożystając z okazji chciał bym serdecznie pozdrowić i podziękowac za możliwość "przenocowania" lawety z brzydalem na pokładzie
Serdecznie podziękowania również dla załogi poruszającej się pojazdem rodem z wysp Brytyjskich za udzielenie pomocy i wytarganie mnie z głebokiego, rozrytego bagienka