Cóż powiedzieć, tak naprawdę sam nie wiem.
Po pierwsze: bardzo się cieszę z tego jak dobrze zaczęła nam się przygoda z łofrołdem. Bo trochę ponad rok temu wzięliśmy udział w pierwszym czymś zwanym rajdem, czyli Operacja Orzysz. I jakoś tak przez ten rok, patrząc z pozycji siedzącej dzisiaj, okazuje się, że mieliśmy mega farta, trafiając na odpowiednich ludzi. Zaczęło się od Zebry, potem parę zlocików, potem pierwsza Z i... i dziękuję Najwyższemu, że to właśnie Ci ludzie, Ci bezciśnieniowcy na przemiłych imprezach pokazali nam czym naprawdę jest offroad, o co chodzi w tej całej zabawie i jak czerpać z tego przyjemność. I uwierzcie mi, właśnie teraz uświadomiłem sobie, że zapomniałem nawet podpisać roadbooka i mam to w d... , a szkoda mi tego, że nie udało mi się pożegnać porządnie ze wszystkimi, kurca, jak to mawia Marcin, bomba. Tak więc, bez patosu i rozklejania się: dzięki. Dzięki wielkie dla franca, ekipy orgów, całej Zebry, dla Szczura i Tomka, dla Szejka za pomoc przy wydostaniu się z matni, dla dwóch panów, (nie pamiętam nazwisk ani ksyw, ale duże podziękowanie) za pomoc w odpaleniu samochodu, dla przemiłych ludzi, z którymi mieliśmy okazję posiedzieć i pogadać na bankiecie czyli Wojtka M, chłopaków ze Skorpiona, Rufia..
Po drugie: trasa. wyjeździliśmy się jak trzeba, mimo drobnych i denerwujących awarii czyli od początku: przetyczka od haka, przegub, zgubione kluczyki, koło zgubione na asfalcie, lampa, stalowka na tyle, syntetyk wkręcony w zblocze.. Zrobiliśmy co daliśmy radę, trasa dała nam w kość, pokazała ile jeszcze przed nami, ile jeszcze nam brakuje.
Cała ta Zmota była naprawdę uczącym przeżyciem; zarówno mnie i Bartka jako pilotów jak i tatę jako kierowcę.
A co do terenów, to cóż rzec, byłem urzeczony, nie tylko ja, a jaka radocha była, jak w odległości 10m od siebie skakaliśmy na 40 latku na tym dywanie i czuć było jak się wszystko trzęsie, bardzo ladny PRL i 07 zgłoś się, Pewex

. Jedyne co mi się z prób mniej podobało to Kobieta Pracująca i szacun dla tych którzy ją przejechali albo się tego podjęli.
kurde no, aż żal serce ściska, że to już wszystko się niestety skończyło, ale cóż, widzimy się na kolejnej Z, nieważne jak i gdzie, byle zdrówko pozwoliło.
pozdr. Adaś, Artur i Bartek z Białej Geli
PS. historia jak widać lubi się powtarzać: pamiętasz Marcin jak opowiadałeś sytuację z portfelem na Kaszubii? nasz klucz, nie wiem jakim cudem, ODNALAZŁ się na bankiecie
PPS. tekst filozoficzny Szczura niosącego nagrodę gdy wychodził z imprezy po potłuczeniu statuetek: 'W dupie mam te wszystkie ich puchary i miejsca zasrane'...
objął mocniej lodówkę i dodał: 'Ale lodówka to się przyda'
